Niedziela Palmowa czyli wspólnota w tłumie

Niedziela Palmowa czyli Niedziela Męki Pańskiej. Dwa wydarzenie w jednym dniu. Przychodzimy z palmami w rękach jak wówczas mieszkańcy Jerozolimy, by słać przed Jezusem Królem już nie nasze ubrania i płaszcze, ale nasze dusze. Przynosimy palmy na znak hołdu, że Jezus faktycznie jest naszym Wodzem i Królem. Łatwo w tłumie krzyczeć Hosanna, łatwo wołać i powtarzać to co inni wołają, tak łatwiej, rozkłada się odpowiedzialność, tak jest raźniej. To dlatego Kościół w widzialny sposób gromadzi się we wspólnocie, czasem większym lub mniejszym tłumie na niedzielnej Eucharystii czy Dzielnicowej Drodze Krzyżowej, czy Procesji Bożego Ciała. Tak łatwiej iść i pokazać w tłumie naszą wiarę. Czasem z rozpędu, czasem z tradycji, a czasem tak jest łatwiej i jakoś nie trzeba się wstydzić tu na dole, choć dziwnie spojrzą inni z balkonu czy przejeźdzającego auta. Łatwiej tak wspólnie przeżywać to doświadczenie wiary. I o jest prawda. Przecież w czasie każdej Mszy św. jako chrześcijanie doświadczamy przyjścia Pana poprzez dar przeistoczenia, a przygotowujemy się do tego momentu odmawiając modlitwę: Święty, Święty, Święty Pan Bóg zastępów… Hossanna na wysokości… błogosławiony, który idzie w imię Pańskie! Ten sam tłum co witał z nadzieją Jezusa, podburzony za pięć dni Go krzyżuje i Go się wyrzeka: na krzyż z Nim! Słyszeliśmy już w tej niedzielnej Pasji. To ten drugi kulminacyjny punkt religijnego doświadczenia,  przypomnieć sobie, że po drodze do radosnej i klimatycznej Niedzieli Zmarwychwstanie Pańskiego, jest jeszcze Wielki Czwartek i Wielki Piątek i Wielka Sobota, no tak tej ostatniej raczej nie przegapią tłumy, bo pędzimy przecież z magicznym i nieśmiertelnym koszyczkiem i jajkami, kiełbaską, chlebem i solą a sam Bóg tylko wie, co tam jest jeszcze. Właśnie, słuchaliśmy Pasji – Męki Pańśkiej, byśmy się za bardzo nie zachłysnęli naszą wiernością i pobożnością. Kościół to wspólnota wierzących, choć czasem – jeszcze i dla wielu statystyczny tłum. Ale każdy z nas ma być i jest odpowiedzialny z siebie i innych, nie pozostaje anonimowy i na sobie podnosi odpowiedzialność za zbawienie i świadectwo życia, tu nie może moralnie czegoś na innych zrzucić. Tak się u nas przyjęło, że mówimy, chyba obecnie coraz bardziej z rozpędu i korzeni tradycji, że Polska to katolicki kraj. Społeczeństwo, tłum, opinia społeczna, łatwo manipulować, dzielić, wzburzać, kierować nastrojami, modami, normami, kreować zwyczaje, obyczaje i trendy. Bo w tłumie rządzą emocje i rozpłynnia się odpowiedzialność. Tłum chce zawsze poprawy życia, nadziei na zmiany, tłum zdobywa barykady i tłum tratuje. Wybiera często bezkrytycznie to co inni zasugerują, podpowiedzą czy zareklamują. Nieraz mówimy, to niedobre, to dziwne, to głupie, niby nikt nic nie robił, nikt z nas nie wybierał, nie decydował, my tego akurat nie chcieliśmy, ale w ostateczności to tłum zadecydował i tak wyszło. Pięć dni wystarczyło, by odrzucić proroka, dobroczyńcę, cudotwórcę, nauczyciela – i to dobrego, lekarza dusz i ciał, Mesjasza a dla nas Boga. Szybko, za szybko, co dopiero będzie z nami? Hmm, właśnie szybko zmienia się popularność, opinia, dobre zdanie tłumu. Jedni dlatego ciągle się pilnują a inni reklamują i ustawiają do zdjęć. Dziś by skreślić, może bardziej humanitarnie: bo odrzucenie ale bez krzyża i męki nie trzeba wiele, artykuł, wypowiedź, ktoś rzuci plotkę, jak w Pasji: ktoś powiedział, ktoś usłyszał. Niedziela Palmowa często gromadzi tłumy, bezimienne tłumy chrześcijan tworzących Kościół, którymi dziś łatwo manipulować i łatwo wzburzyć. Tłumy, które w indywidualnym świadectwie członków Kościoła okazują się słabe i rozpraszają się. Sam Jezus stwierdził: Udarzą w pasterza a rozproszą się owce. Kościół to nie tłum ale wspólnota. Wspólnota to grupa, która się czuje ciągle za siebie odpowiedzialna i troszczy się o siebie. I kocha. Jak w małżeństwie czy rodzinie. Kościół to też, choć brzmi to górnolotnie, rodzina, powinna to być rodzina: braćmi i siotrami jesteśmy, zostało to tylko w tradycji czasem na początku kazania. Kościół też ma żyć miłością: Będziesz miłował! to jest największe przykazanie! Ta niedziela przypomina prawdę, że w polskim Kościele jeszcze jakiś tłum, choć coraz bardziej zmienny i chwiejny i jak mówią media topniejący. Ale Kościół to rodzina. Nie punkt usługowy dla katolickiego społeczeństwa, nie sprawna organizacja charytatywna, nie pogotowie od ludzkich dramatów, ale wspólnota wiary Jezusa Chrystusa. Boga żywego. Zmartychwstałego. Z tej wiary do Boga wynika ta ludzka miłość i solidarność. Że czasem w tej naszej obojętności wiary można stanąć po niewłaściwej stronie. Zawieść Boga i sprzedać zasady, bo niewiele wiemy u źródła a słyszymy coś przez kogoś . Bo tłum zawsze chce chleba i igrzysk, ale nie potrafi żyć miłością. Tłum krzyczy, tratuje i bawi się. Tłum na chwilę ubóstwia i sprzedaje. To tylko uczeń potrafi kochać. Najlepiej wiernie i w każdej chwili życia, nawet pod krzyżem –  jak św. Jan. Wszyscy to najczęściej znaczy nikt, Kościół to znaczy oni – księża. A my to znaczy wspólnota? Wspólnota to zawsze oznacza ja? Bo w katolickim tłumie i tak jesteśmy i statystycznie go tworzymy. Jak Kościół przez fakt chrztu św. Tylko co z tego wynika?




promujemy