Pożegnanie ostatnie czy ostateczne? (X Niedziela Zwykła)

Wreszcie słonecznie dni. Ale żeby zobaczyć słońce potrzebujemy ciemnych okularów. Tak samo jak potrzebujemy śmierci, by sobą bezpośrednio zobaczyć Boga. To nie oznacza, że w ciemnych okularach mamy patrzyć na życie. Wciąż jestem w krainie umierających, ale wkrótce znajdę się w krainie żywych. Gdyby zapytać , czego boi się współczesny człowiek, usłyszeliśmy że braku pracy, perspektyw, utraty bliskich, własnego zdrowia i własnej śmierci i smierci ukochanych. Właściwie nic się nie zmieniło. Zmieniły się życiowe dodatki, nie zmienił się lęk przed ostatnim etapem życia: śmiercią. Śmierć syna wdowy oznaczało nie tylko stratę syna ale ludzkich perspektyw. Śmierć to trudny temat. Poruszany jednak w dzisiejszej Ewangelii. I postawa tych, co jej dotykali. Jak u nas rozpacz, ból, rozłąka. Jezus chciał znowu przypomnieć, że panuje nad śmiercią, że ona jest od niego słabsza. Żebyśmy w chwili próby nie tracili nadziei. Jest różnie na pogrzebach, ale może dlatego, że często brak wiary i autentycznej modlitwy, przekonania, że to nie koniec, a więcej nawet w kościele tradycji, folkloru i usługi religijnej. Bo wobec śmierci jak sobie wyobrazić ten koniec dla tego człowieka, religia praktykowana lub nie, ale ona przekracza granice śmierci. Ale wiara ją pokonuje i przez nią pozwala przejść. Pogrzeb. To nieraz dziwne wydarzenie: bo różańca nie ma kto odmówić, trzeba zamówić kogoś, bo tak wypada, na wielu pogrzebach nikt na Mszy św. się nawet nie odzywa i nie wie, kiedy klęknąć, o Komunii, pokarmie na życie wieczne po którą wielu nie podchodzi, bo po co, nie wspomnę, ale ważne że w ręku są kwiaty? To ostatnie pożegnanie z ziemią, jak mówi rytuał wydaje się pożegnaniem ostatecznym w ogóle. Czy ktoś kogo bardzo kochamy poprosił, bym odjechał z nim do dalekiego kraju to czy martwiłbyś się naszą rozłąką? Teraz udaję się tam że zaznam szczęścia niemożliwego na ziemi. Dlaczego nie możesz mnie puścić? Bo może patrząc na życie wiary, nie wierzy się, że ktoś w tym niebie się znajdzie. A może że i ja tam się nie załapię? Dziewczynka przeszła przed cmentarz. I mijała nagrobki. W pewnym momencie zwołała:  to grób człowieka który nie poszedł do nieba, dlaczego zapytała ze zdumieniem. Spójrz na grób. Gdyby poszedł do nieba aniołowie wyrzeźbieni na jego nagrobku na pewno by nie płakali. Na grobach niewiele jest napisane. Ale postawiony jest krzyż. Bo innej alternatywy na to, by ten ludzki koniec nie był naprawdę końcem nie ma. I to małe opowiadanie z cmentarza trochę pokazuje, że mimo, że Jezus po to przyszedł, by przejść przez śmierć, my nie zawsze czujemy w tym otuchę i nadzieję. Często powtarzamy: Pan Bóg zabrał. Że jest taki niedobry i niesprawiedliwy, bo zabiera. Tak patrzono w Starym Testamencie, gdy nie znano jeszcze Jezusa. Dziś też się nieraz tak znowu na Boga patrzy, bo nie kocha Jezusa i nie wierzy w to co mówi. Jakby nie chciał naszego szczęścia. A przecież Ewangelia to dobra nowina. raczej człowiek niesie cywilizację śmierci. W tym wszytkim nie chodzi o to, żeby wskrzeszał i cofał prawa natury, na chwilę, przecież On przyszedł i dopełnił prawa natury a nawet ją przekroczył, nie tylko wskrzeszając młodzieńca z Nain ale i sam zmartwychwstając. On przeprowadza przez śmierć dzięki swojemu zwycięstwu nad śmiercią, bo przecież jako człowiek też umarł na krzyżu. Ale to nie był koniec! A patrząc w słonecznie dni na szybko jeżdżące motory: na których siedzi czyjś ojciec, mąż, syn, wnuk czasem my siebie nie zabieramy za szybko? Dodajmy alkohol, papierosy, narkotyki, brawura, ludzkie błędy, nawet prosta alergia na lekarza, czy po prostu nerwy i stres. Miny na polu minowym, na które sami wchodzimy i wciągamy innych. Zapominamy, ale skutki słabości przez lata ciążą na zdrowiu. Świat nas truje, my trujemy innych. A w chwili śmierci pytamy: Gdzie był Bóg? W dobrych natchnieniach -ktoś kiedyś ujął, by z tego świata  ktoś za szybko nie zszedł, czy przez niego ktoś jeszcze inny. Śmierć. Ale to takie odległe. Ksiądz straszy! Nie, przypomina, żeby być przygotowanym: bo przyjdzie: takie ludzkie możliwości, geny i prawo natury. Na pewno mam czas, kolejka jeszcze długa? Tego nie wiem. Ale co poprawie w swoim życiu, by ktoś nie powiedział, że Bóg za szybko zabrał? A zatem pytanie: boisz się śmierci? Nie? To dobrze. Znaczy że jesteś przygotowany. A więc na dziś skończę… bo słońce pięknie świeci nad nami! Bóg też czuwa!




promujemy