Zbadaj się! (4 Niedziela Wielkiego Postu)

Niedziela pocieszenia, radości, letare: cieszcie się! Nie oznacza, że mamy spać i ułożyć się w letarg ale cieszyć się! Pytanie z czego: blisko święta, z lepszej wiosennej pogody, słońca, które dłużej świeci czy może, że już jestem lepszy, nawrócony? Kolor różowy szat liturgicznych oznacza fiolet dalszej pokuty i biel jako pragnienie świętości. Może znamy spostrzeżenia lisa z “Małego Księcia”, że: “Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.”  My też jak ten lis to wiemy, ale w teorii bo nie raz powierzchownie oceniamy innych. Jak w Ewangelii – wiemy swoje. O tym jednak, że nie szata zdobi człowieka i że możemy się zdziwić nie raz oceniając kogoś powierzchownie było już wcześniej (2 tygodnie temu) My mówimy: nie mamy grzechu, jest dobrze, my nie mamy się z czego poprawiać. Nie kradnę, nie zabijam… więc nie mam z czego się poprawiać i spowiadać. Jednocześnie nasi bliźni stykają się z naszą mocną oceną i nie raz wzbudzają zgorszenie, czy wyzwalają ostrą ocenę. Na podstawie dzisiejszej niedzielnej liturgii słowa możemy przypomnieć sobie prawdę: Bóg widzi więcej. I inaczej. Niż my siebie! Choć zawsze zna prawdę, widzi nas Bożym sercem, widzi nas samą miłością, którą jest.  A  że niedziela radości i słychać narzekanie, mimo że czas wyrzeczenia i pokuty, że długo i że często za długo, i to jest najważniejsze dla nas w kazaniu, a nie szukanie prawdy o sobie i swoim sercu, bo i tak się nic nie zmieni i nie chce zmieniać. Dam wam powód do radości. Co to jest? Tak to jest to. Zdjęcie RTG.  My wiemy swoje a Bóg widzi swoje. Jak z tym zdjęciem. Dobrze coś na zewnątrz wygląda, choć w RTG wyjdzie prawda. Z nami jest duchowo też zawsze dobrze, to inni mają zawsze problem. A zatem czujemy się zadowoleni.  A gdzie radość?  Może rekolekcje za tydzień będą kolejnym zdjęciem naszej duszy. I będzie nowy lekarz, który pomoże nam postawić właściwą diagnozę. Po co? By być duchowo zdrowszym. Bo zdrowie, to duchowe również wpływa mocno na życie. Tylko że my znamy się na innych i ich chorobach a własnych zdjęć nie lubimy oglądać, bo jeszcze coś się znajdzie, więc udajemy zdrowie. Takie liski z „Małego Księcia” jesteśmy.  Grzech to choroba duszy, wielki ciężki  grzech to czasem jak rak i gangrena. Da się z tym żyć. Ale można przegrać i szczęście i wieczność. Ale my jesteśmy zdrowi. Jest się z czego cieszyć. Kończę. Szkoda że tylko cieszymy się zawsze z krótkiego kazania. Lekarzu ulecz samego siebie. Dobrze!  Lekarz też podlega chorobom, choć sam pomaga. Ale za tydzień może inny zrobi zdjęcie duszy i przekona nas do leczenia? Czyli otworzy oczy serca poprzez prawdę na łaskę i zapali światło wiary i miłości? Profilaktyka w sferze ducha też jest ważna.




promujemy