Kocham więc czuwam! (I Niedziela Adwentu)

Zaraza była w drodze do Damaszku i przemknęła obok karawany wędrowców.
- “Dokąd pędzisz?” zapytał przewodnik.
- “Do Damaszku. Mam zamiar zabrać tysiąc istnień”.
W drodze powrotnej z Damaszku, Zaraza znowu mijała karawanę. Przewodnik powiedział:
- “Zabrałaś pięćdziesiąt tysięcy istnień, a nie tysiąc”.
- “Nie”, rzekła Zaraza. “Ja wzięłam tysiąc. To strach zabrał resztę”.
Śmierć zabiera wiele, zabiera wielu, zabierze wszystkich, ale strach zabiera o wiele więcej ludzkich serc. Strach paraliżuje serce i zabija ducha. Dziś słyszymy o dniu ostatnim, bo mamy być przygotowanymi na spotkanie Syna Człowieczego. Ale i strach przed tym spotkaniem, bo mamy wrażenie ciągłej niegotowości i niedoskonałości. Że jeszcze potrzebujemy czasu, że nie jesteśmy jeszcze gotowi, że dopiero zaczniemy coś zmieniać. Stąd i wezwanie w dzisiejszej Liturgii Słowa do naprawy serc: ale od zaraz oraz przekierowania pragnień naszych serc na Boga, by to co nieprzemijalne stało się troską naszych serc. Śmierć zresztą bez wiary jawi się jako całkowity koniec, a końca czegoś co dobre boi się każdy człowiek. My mamy się nie bać, nie odliczać, ale kochać i być przygotowanymi. Adwent to czas, który nas na takie spotkanie przygotowuje. Ukierunkowuje. Adwent ma potrójny wymiar: przygotowuje Kościół na Paruzję: powtórne przyjście zbawiciela na końcu czasów (może nastąpić w każdej chwili) przygotowuje każdego chrześcijanina na koniec jego czasu: na śmierć (może nastąpić w każdej chwili) wreszcie przygotowuje bezpośrednio do kolejnych Świąt Bożego Narodzenia: do liturgicznego przeżycia tajemnicy Bożego przyjścia i wcielenia. Wróćmy do 2 poprzednich przesłań Adwentu: dzisiaj modne i na czasie stało się poruszanie tematu kiedy i czy na pewno wtedy. Jaki będzie to rok? Czy 2012 czy inny. Czy to czyjaś wiedza, przypuszczenia czy obliczenia. Pamiętając, że sam kalendarz wielokrotnie się zmieniał i jest to symboliczne ustalenie, a także sam układ planet, na który się powołują inni nie raz przybierał podobną konfigurację i do tego nasza mądrość i roztropność wiary, że zawsze może być wszystko i nic nie musi się zdarzyć, pozwalają nam w tym miejscu przypomnieć sobie słowa Jezusa z Ewangelii: że nawet aniołowie w niebie nie wiedzą, kiedy to nastąpi tylko Bóg!, więc albo ktoś straszy bądź się myli albo wie więcej niż sam Bóg. Koniec świata może nastąpić zawsze i w każdej chwili. A że człowiek kocha sensacje, a tłumem rządzi strach tego się nie zmieni. Dlatego słyszymy też o przyjściu Jezusa triumfującego (na Którego brak już miejsca w wizjach i filmach) i o gotowości. Bo nasz koniec osobisty może nastąpić szybciej. I myśl, by ten czas nie okazał się kolejnym dramatem i niezrozumieniem. Stąd znowu czas, który i duchowo ma nas usposobić do Bożego Narodzenia, by nie nastąpiło ono tylko na pocztówkach, reklamach i pod choinką i na stole, ale w ludzkich sercach, w moim sercu. Bóg się już narodził, teraz chce narodzić się w naszych sercach, a może do niektórych chce przyjść powtórnie? Jest takie opowiadanie: Pewnego pięknego dnia Piękno i Brzydota spotkały się na plaży. Postanowiły się wykąpać. Zdjęły ubrania i zaczęły się pluskać w morskiej wodzie. Po chwili Brzydota wróciła na brzeg, włożyła na siebie ubranie Piękna i poszła swoją drogą. W chwilę potem także Piękno wyszło z wody. Nie znalazło swoich ubrań, a ponieważ wstydziło się wracać nago włożyło ubranie Brzydoty. I poszło swoją drogą. Myślę, że Adwent i Święta to szczególny czas. Adwent to czas czyszczenia ludzkich serc. By były piękne przed Bogiem. Że dziś coraz bardziej jak w tym opowiadaniu to co brzydkie dla Boga i przed czym przestrzega próbuje się przystroić w szatę piękna, tradycji, świąt religijności i wydaje się ważne. Słyszymy: Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych. A do czego sprowadzamy przeżywanie świąt? Do czego sprowadzamy przygotowania do Świąt? Do obecności Boga w sercu czy do stołu i ludzkich fajerwerków? Do tego by nie zabrakło Boga w sercu, czy niczego na stole i pod choinką? Na czym skupiają serce, co wydaje się dziś ważne? Śnieg?, prezent?, klimacik?, jedzonko?, picie? a przygotowanie na kupowaniu, ganianiu po sklepach i sprzątaniu i dekorowaniu? To jest potrzebne, ale nie najważniejsze! Ale czy też na tym: na rozpaleniu miłości, pobożności, stawaniu się coraz doskonalszymi? Na wytężonych przygotowaniach duchowych? Na tym co pozwoli nam doświadczyć Boga? Duch dziś powiedzmy sobie szczerze jest nieatrakcyjny, nieatrakcyjna jest modlitwa, spowiedź, Msza św., Roraty, to takie piękne już się nie wydaje, a zwyczaje, symbole, tradycje odebrała komercja, sklepy i ten świat. Chyba nie jest coś piękne, skoro tego nie pragniemy? Skoro się o to nie troszczymy? Skoro tego nie kochamy? Piękne na zewnątrz jest to co proponuje świat, on zabrał wspólnocie Bożej – Kościołowi tradycję, zwyczaj, symbole, przesłanie, oderwał od źródła i sensu, ludzie zapomnieli po co to wszystko, a Kościół niejako z musu został z duchowością i misterium religijnym, z czymś coś tak trudne i nieatrakcyjne. Jak w tym opowiadaniu. Brzydota ubrała się w szaty piękna i poszła swoją drogą a Piękno stało się mniej atrakcyjne i skryte i poszło swoją droga. Stąd ludziom pomieszało się, co jest najważniejsze i co jest prawdziwym pięknem świąt, często pójdą, za tym co piękne wydaje się dla ludzi ale w duchu okaże się to nie za piękne dla Boga, bo Go po prostu zabraknie. Stąd Adwent czas piękny ale trudny i na pierwszy rzut oka jakiś taki dziwny, bo radosny czas oczekiwania a tu wyrzeczenia, postanowienia, modlitwa, Roraty i staranie, by być lepszym. By przez szczególny dar modlitwy, eucharystii, wyrzeczenia stawać się coraz lepszymi. Bo w tym roku mamy być wedle hasła duszpasterskiego świadkami Miłości, z dużej litry a więc Boga który jest miłością. Zechciejmy o tej miłości Boga do nas mówić, zechciejmy o niej dawać świadectwo, kochajmy Boga, naszą modlitwą, obecnością, darem, miłością. Bo chrześcijaństwo nie polega tylko na tym by być zawsze dobrym, ale polega na tym, że znajdujemy Boga, który jest Miłością i te spotkanie jest źródłem naszej siły do codziennej miłości. Mylnie się mówi, to był dobry człowiek, właśnie w dniu ostatnim każdy wydaje się dobry, tak wypada, choć życie pokazywało zupełnie coś innego. Jezus powiedział: Cóż szczególnego czynicie kiedy miłujecie tych co was miłują, przecież poganie to samo czynią, jakaż to dla was wdzięczność? Miłować Boga CAŁYM sercem i z tego powodu bliźniego i siebie samego to największe przykazanie. Łatwo być dobrym, wygodnie być dobrym, ale trzeba pamiętać, żeby i dla Boga być dobrym i kochającym. By być, rozmawiać, zbliżać się, przyjmować, słuchać i świadczyć. Może w ten Adwent spróbuję się przygotować i nie zaskoczyć świętami, że już są i zaraz ich nie ma? Jakie postanowienie na Adwent: może żeby kochać Boga i być dla tego, który jest Miłością? A zatem: Bądź! Czuwaj!




promujemy