Ja szkielet Boży czyli rzecz o anoreksji duchowej (19 Niedz...

Ktoś napisał: Anorektyczka to osoba, która w gruncie rzeczy myśli wyłącznie o jedzeniu – lubi rozmyślać o jedzeniu, rozmawiać o nim, a nawet je wąchać: słowem, robić z nim wszystko, z wyjątkiem… jedzenia, a może najedzenia się. Anoreksja zagraża zdrowi i życiu odwołując się w sumieniu do V przykazania. Nie zabijaj! To kolejny nałóg, to kolejna choroba, bo sierpień to czas walki o wolne ludzkie serca od alkoholu ale i innych nałogów.
Ludzie odczuwają bardzo silne ”duchowe ssanie”, próbują zaspokajać ten wewnętrzny głód na różne sposoby: również karmiąc się pseudoreligijnością, zabobonem, magizmem. Zachowują się czasem jak anorektyczka – nieustannie chodzą “dookoła Boga” na paluszkach, ale Go nie dotykają; dotykają Go – ale Go nie “smakują”.; smakują Go – ale się Nim nie sycą.
Ktoś powiedział, że:  ”próbowaniem nikt się jeszcze nie najadł…”
Można stać się podobnym anorektyków na sposób duchowy,  do ludzi, którzy o Bogu dużo mówią, często są, szukają, widzą, ale nigdy z Nim nie rozmawiają, nie doświadczają Jego obecności, jego nasycenia, a są jedynie konsumentami duchowości. Problem anoreksji, tej cielesnej, somatycznej, ludzkiej pojawił się, kiedy wybuchły afery związane z kondycją modelek, które nie jadły, nie dojadały, chcąc zachować (za) szczupłe ciało za wszelką cenę, również zdrowia, bo miały służyć za wieszak na ubrania. W tym podejściu za daleko przesunięto granicę, tak, ze owe panie wręcz padały z wycięczenia na wybiegach dla modelek podczas pokazów, nie mówiąc już o wyglądzie.
Na bazie tego doświadczenia ktoś z tej branży ocenił podobnie zachowania ludzi: Mówi się, że dzisiejszego człowieka drąży zatem duchowa anoreksja: jesteśmy duchowo głodni, bo zaspokajani w wymiarze estetycznym, powierzchownym, ale nie religijnym, duchowym. Religię mamy na wyciągnięcie ręki, ale nie chcemy jej przyjąć.  Podobnie jak w anoreksji klinicznej tak w postawie duchowej działa klasyczny mechanizm autodestrukcji. Brak ideałów, nihilizm. Mając wszystko, będąc technologicznie zaawansowanym, relacyjnie spełnionym, finansowo niezależnym, multikulturowo wykształconym, w miarę zdrowym – jest się zarazem absolutnie zrozpaczonym  i pozbawionym poczucia sensu życia.
Wstać i jedz, słyszymy to znów w kolejną, 3 z kolei niedziele – 3 raz już to samo, bo my ciągle tacy sami. Bóg karmi nas Sobą, nie tylko chlebem ale także Bóg karmi nas głodem. Karmi nas głodem. bo o człowieku najwięcej mówi to, jaki głód odczuwa, czego pragnie. Ludzie są głodni na wiele sposobów, odczuwają głód pokarmu, głód uczuciowy, emocjonalny, głód miłości, prawdy, szczęścia.
Myśl dla nas: Czy przychodząc w niedzielę do kościoła na Mszę św. jestem tu dlatego, że naprawdę czuję głód, prawdziwy głód, taki ssący, głęboki głód Słowa i chleba – Ciała Pana? Czy tylko jest to tradycja, obrzęd, zwyczaj, dla oka, samopoczucia, czy mi kazali.
Podejdź i weź mnie, bo Ja jestem chlebem życia to moje Ciało a oto jest moje słowo: bo szukasz szczęścia, prawdy, miłości i wiem, że ciągle będziesz głodny i niezaspokojony, gdy nie wypełnię twego serca. Gdy nie będę to Ja – mówi Bóg, będziesz szukał wielu sposobów, by poczuć na pewien czas sytość. Nieraz spotęguje go zachłanność, zabieganie, nałóg, słabość, pożądliwość; wypełniamy serca wieloma sprawami, bo człowiek pragnie jeśli nie ducha nakarmić to serce wypełnia tym co syci zmysły i doznania; pragnie dotknąć, wziąć, nabyć, posiadać, doświadczyć, przeżyć, więc żyć tak, aby poczuć szczęście nieraz za wszelką cenę, może wreszcie będzie syty? Widzimy, że człowiek na tej ziemi chce jeszcze więcej i ciągle w tym doświadczeniu głodu wewnętrznego posuwa się coraz dalej i zachodzi już w tej ślepocie za daleko.
Nie da się nasycić niczym na ziemi nasycić w pełni, jedynie miłością i to miłością w Bogu a więc wiarą, bo Bóg – Stwórca i cel naszego istnienia jest jedyną drogą i jedynym, który syci, syci zwłaszcza tych, co wszystko przejedli, wiele spróbowali i nadal są głodni, chociażby łaknący ciągle życia i czasu – i dlatego Bóg proponuje z Sobą życie wieczne.
Jesteś gotów? Bo ciągle Bóg wie, ze jesteśmy głodni!
Wstać i jedz! Może myślisz: nie jestem godny. Ale i Eliasz zawiódł się sobą jako prorok i wołał: nie jestem lepszy od moich przodków, a Pan na to wstań i jedz!
To pokarm, który da ci siłę! Ale nie jem. Dlaczego? Jestem, ale nie może nie jem, bo albo sama słaba religijność mówi, że coś jest, ale dokładnie co – to nie wiem? Wiec stoję obok i patrzę. Nie potrzebuję. Wystarczy tylko być. Albo przyznajmy, nie mogę, bo czasem te ludzkie relacje przeszkadzają i człowiek nie może się nasycić Jezusem, nie może a chce, ale czasem może a nie chce. Przychodzi patrzeć, ale nie chce jeść. Wybiera. Bo coś mu w życiu i sumieniu przeszkadza. I pozostaje głodnym. Dlatego słyszymy, by przyjąć uczniwie i godnie Ciało Jezusa i stworzyć klimat miłości do tego spotkania: Niech zniknie spośród was wszelka gorycz, uniesienie, gniew, wrzaskliwość, znieważenie – wraz z wszelką złością. Bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy i miłosierni! Przebaczajcie sobie, tak jak i Bóg nam przebaczył w Chrystusie. Bądźcie więc naśladowcami Boga, jako dzieci umiłowane, i postępujcie drogą miłości.
Niedobrze gdy życiem zaprzeczamy miłości, której doświadczyliśmy w Komunii od Boga. Gdy pokazujemy i żyjemy tak, jakby tego spotkania nie było. Nie sposób doświadczyć Komunii – zjednoczenia z Bogiem, by to nie wpływało na moje życie. A miłość domaga się zjednoczenia i nasycenia jednością kochających się osób!
Więc i do nas jest wezwanie: Wstań i jedz! Byś nie ustał?
Miejmy nadzieję, że nie dopadnie na duchowa anoreksja. Że przed Bogiem nie jesteśmy duchowymi szkieletami! Bo inaczej nie dziwmy się, że się przewracamy i nie ma w nas siły do wiernego pójścia za Jezusem w każdej sytuacji życia. Że potrzeba ciała zwycięża dobro duszy.




promujemy