KONIEC ŚWIATA – Będzie? Nie będzie?

Panie, broń nas przed ciekawością poznawania czasu, a daj moc dochowania wierności Twojej prawdzie.

To kiedy będzie koniec świata? Już za miesiąc? To został tylko miesiąc. Właściwie, może niektórzy żyją w strachu bardziej wierząc Indianom niż Jezusowi. A może tym, co po swojemu odczytali ich znaki niż Jezusowi. Bo dziś Jezus mówi, że nikt nie wie, tylko Bóg. Więc skąd niektórzy to wiedzą, skoro nawet aniołowie nie wiedzą? Poczekamy miesiąc.NASA jakby co już odwołała tę datę, naukowcy tłumaczą, że źle obliczyli. Ale czy to ważne?

Co siódmy mieszkaniec Ziemi obawia się, że koniec świata nastąpi jeszcze za ich życia. Wśród tych, którzy najbardziej obawiają się końca świata w 2012 roku, prym wiodą Polacy - wynika z badań Ipsos Global Public Affairs przeprowadzonych na zlecenie Reutersa.

Bo Jezus mówił że nie teraz, to ktoś wierzy. Skoro wychodzi, jak mało wierzymy Pismu i Bogu a jak bardzo czemuś co sensacyjne i atrakcyjne w formie.  Ludzie straszą się, a nie poprawiają a Bóg uspokaja, spokojnie, nie bój się, nie przeminie to pokolenie. Choć któreś będzie ostatnie. Bo koniec świata może oznaczać i koniec pewnej rzeczywistości, pewnego życia, pewnego porządku i ładu, pewnych relacji.  Ile razy my sami mówimy: załamani światem: to koniec świata. Ten moment fascynuje czy przeraża? Ma motywować. By być zapisanym w księdze życia. A moment podpisania sercem tej obecności to Msza św. To ta Ofiara, pod którą podpisujemy się że czuwamy. Cokolwiek by się działo. Dzisiaj  by poznać przyrodę, co jutro zostaje pogodynka. Jeśli mamy wiedzieć jaka będzie pogoda. Bo świat przyrody jest dla nas tajemniczy. A co będzie jutro z naszym życiem? Komu ufamy? W życiu mówimy: historią nauczycielką życia a ciągle uczymy się na własnych błędach.

A na drogach wiary? Czy patrząc na koniec niekrótcy możemy zobaczyć własny? To chyba tylko na pogrzebach. I czy umiemy przewidzieć to niebo? Gdy nasze liście schną. Czy wiek, czy choroba, sytuacja? Że warto pomyśleć. Bo często odkładamy, boimy się, nie myślimy, czekamy. Bo zawsze mimo sygnałów zbyt wielu jest ciągle zaskoczonych końcem życia i bliskością zbawienia. Dziś może wydawać się, że słowo Boże straszy.  Nie, bo wlewa nadzieję. Że zbawienie jest osiągalne, że ostateczny koniec istnieje w ludzkim a nie Bożym słowniku. Pytanie na dziś… bo ponoć zostało mało czasu? Jak wykorzystasz ten miesiąc?  Adwentu by wszystko uporządkować i załatwić. Może wreszcie. By zdążyć. Bo kończy się kolejny rok kościelny. I wszystko po staremu. Czyli na potem. Bo wierność odchodzi do lamusa, a ciekawość jest coraz większa. Stąd i niewielu poczyta Ewangelię i uwierzy Kościołowi, ale wróżki i wróżbici mają dziwnie wzięcie. Może to oznacza koniec czasów? Ten czas próby zaufania Bogu. Ta histeria lęku o to co będzie?

Co wygrywa na dziś: ciekawość poznawania czasu, czy pragnienie dochowania wierności prawdzie Bożej?




promujemy