Chodzę, jak mam potrzebę, czyli po co? (17 Niedziela Zwy...

2 Krl 4,42-44; Ps 145,10-11.15-18; Ef 4,1-6; Łk 7,16; J 6,1-15

My tu na betonie, a sama ewangelia wspomina o trawie i jedzeniu. Pogoda duszna raz słońce. Marzy się może piknik, a może sjesta na trawie. A tu taki deszcz, że nic nie słychać i każdy chciałby biec się schronić. Więc dziś…. A może taki przykład kaznodziejski: Pewien człowiek zachęcał innych do udziału w ważnym przedsięwzięciu dobroczynnym. Miał na przykład udać się z wizytą do zamożnego profesora teologii, który słynął z pobożności i ze skąpstwa. Nie wiedząc tego ten co zbierał datki zapytał ostatniego z darczyńców ile może on ofiarować? Nie wiem – usłyszał w odpowiedzi. Gdybyś usłyszał jak się modli pomyślałbyś, że odda ci cały majątek. Gdy zobaczysz jego datek, raczej nie będziesz mógł uwierzyć, że w ogóle jest chrześcijaninem. Dziś pytanie: ile można zrobić dzięki ludzkiej dobroci? Twojej dobroci. Choć i tak powiesz, cóż to jest dla tak wielu. Nie nakarmię sam świata, nie mam tyle, cóż mam mało, cóż to jest dla tak wielu. A jednak dziś Bóg mówi, że potrzebuje każdego z nas. By nakarmić tłumy. By ruszyła miłość i dobroć w Boga. Że tak nie można usprawiedliwiać naszej niewrażliwości.  Ale ten tłum głodny był słowa – nadziei. Niejako w pakiecie Jezus zasponsorował im posiłek. Dziś – dobre skojarzenie – otrzymali coś co spowodowało, że chcieli obwołać Go królem. Słowo nie wystarczyło, ale darmowy chleb? I jeszcze zostały resztki. Ale ktoś z obecnych ludzi musiał ofiarować dar. Dlatego wierzymy, że to ludzkie dobro Bóg pomnaża. Ktoś przyniósł, Bóg pomnożył i rozdał. I jeszcze zostało. Ale ta ewangelia motywuje nas podczas Eucharystii, kiedy też ten sam Bóg nas karmi słowem i chlebem życia oraz miłością. Rozumie, ale i pyta się o ludzką a może o naszą hierarchię potrzeb, A jak jest hierarchia potrzeb? Jaka jest – dobra skoro my tu na Mszy św. jesteśmy? Różne są definicje potrzeb. Człowiek chce zaspokoić potrzeby.Świat o tym wie. Producenci, marketingowcy, media, reklamodawcy, artyści i sklepikarze. Wiedzą, bądź nie widzą najbliżsi. Istnieje w nauce hierarchia potrzeb. Mówi się, że żeby realizować wyższe, trzeba zaspokoić te niższe. Bóg je zna. Poza tymi najniższymi fizjologicznymi są te bezpieczeństwa, przynależności, uznania, samorealizacji. I te duchowe – na szczycie.  Choć te religijne można i umieścić w wymienionych poprzednich. Bo jestem religijny, bo czuję się bezpieczniej, mam uznanie w swoich oczach czy się realizuję w tej religijności. Bo nie mam alternatywy, np. Potrzeby są ważne, tak iż Jezus – Bóg wie, kto Go słuchał i że ten chleb jest potrzebny. To kiedy człowiek myśli o Bogu? Kiedy mu jest potrzebny? Trudno głodnym odejść. Bo nie przyjdą. Potrzeba – to dziś ważne słowo. Bo dzisiejszy świat je rozbudza, ożywia nowe. A jak potrzeba to musi być – Dobre skojarzenie. Trudno nasycić tylko słowem, choć program TV, piosenka, tekst syci słowem. A może obrazem, sensacją, tematem łatwym? Tłumy też dziś słuchają słowa na trawie, różnego słowa o miłości, o buncie, o burzeniu dotychczasowego świata np. : koncerty – skojarzenie z plenerem i trawą. Ale Bóg wie, że jak mówi się o jego miłości, trudno jest, by ta nauka została tylko teorią. Dlatego mówiąc, że jest chlebem życia nasyca. Jak nas w każdej eucharystii. Dziś raczej w upale obraz żywej wody byłby jeszcze lepszy. Zapewne trudno Boga słuchać, gdy na drodze stoją inne potrzeby i cele. Trudno słuchać gdy inne nie są zaspokojone. A może wtedy się go szuka? Jak jest głód serca i wiemy, że już nic nas nie nasyci, wszystko zawiodło, przemija? Jak słuchać i pragnąć, gdy nie ma głodu serca a może… potrzeby. Chodzę z potrzeby serca – mówimy. Chodzę, jak mam potrzebę. Więc jaką potrzebę. Bo religijność może być potrzebą, ale wiara jest miłością krzyża, i ufnością i wiernością. Kościół, wiara – ludzie mówią – nic mi nie daje, namacalnego zwłaszcza, więc nie widzę potrzeby. Ale dziś gdzie indziej dają ten chleb co syci na chwilę i tam są tłumy. Jakiś dar, jakieś miłe słowo. Bo w kościele: wielu chętnych na festyn, ale brak tych co chcą w tym obciążeniu partycypować. Trudno uwierzyć jednak, gdy miłość nie polega na konkretnych czynach: poczuciu tej wymiernej namacalnej troski. I jak jest złe skojarzenie. Bo wtedy w realizacji potrzeb to przeszkadza. Dlatego Kościół głosi i czyni miłość. W dziełach miłości i miłosierdzia. Pomocy i jałmużnie. Nierozreklamowane wyjazdy wakacyjne dla dzieci, Caritas, obozy, dalej działają jadłodajnie dla ubogich. One nie mają wakacji. Ale coraz trudniej, bo zły „pijar”, mniej chętnych darczyńców, bo dobroć też musi się opłacać. Niewiele można. Bo sam, ktoś powie, co mi daje i jak się kojarzy dziś tzw. tłumom? Czyli opinii społecznej? Jak się przedstawia? Czy z tej dobrej na pewno strony? Gdyby jeszcze rozdać jakiś gadżet za udział we Mszy św., rozlosować nagrodę? Dziś trzeba coś dać, by gdzieś zyskać: klienta, miłośnika, wielbiciela. Na trawie byłoby łatwiej niż na betonie. Sielankowy klimat więc pytanie: kiedy Bóg się liczy? Kiedy mu ufamy? I kiedy szukamy? Bo czym dziś ludzie sycą serce? Czy Boże słowo i chleb – Komunia są sytością serca? I wystarczą nam wierzącym, by nie odejść głodnym i być szczęśliwym?  A dar nasz – co o nas mówi? Bo jak się realizuje potrzeby, a stale rosną, świat je stale rozbudza, a zwłaszcza świat bez ducha, to na tzw. hojność starcza niewiele. Albo jest niemożliwa. A serce nasze czego oczekuje? Bo co dziś trzeba by było rozdać, by nasycić tłumy? Słowo mądrości i miłości jest, chleb życia też? To czego brakuje? By Jezus był królem – tłumów. I jaki jest w tym mój udział? Niedziela. Czas dla słowa. Czas na posiłek. Więc jednak nasze myśli przy trawie i jedzeniu….




promujemy