Księża nie płacą podatków, czyli nieprawda która stał...

Co było tydzień temu? Słyszę: Wybory? Nie na Mszy św.  Jakie pytanie na ostatnim kazaniu: co w życiu jest najważniejsze – jak uczymy, że jest najważniejsze? Wyszło, że miłość. A co w wierze, w działaniu Kościoła jest najważniejsze? Wyszło, że zbawienie i wieczne szczęście – porównane do uczy, bo Msza św. jest zapowiedzią uczty niebieskiej. Chciałbym dzisiaj zacząć tak: Panie Boże dziękuję Ci, że nie dane nam było czytać tej Ewangelii w ubiegły tydzień. Bo okazało się, że co ostatnio wydaje się na świecie najważniejsze: kryzys ekonomiczny. I ludzkie niezadowolenie, bo cierpią najbardziej zwykli ludzie i obywatele. A jaki temat najbardziej dyskutowany: to co wyszło ostatnio: podatki. Niższe, wyższe, podatki dla Kościoła. A przy okazji i temat znany jak długa polska demokracja: „podatek dla księży” i  rozdzielenie państwa i Kościoła. Bo ważna jest miłość i zbawienie, a i tak ludzkie dyskusje i pytania i problemy i dylematy dotyczą pieniędzy w Kościele i tego czy Kościół wtrąca się do polityki. Jedni, że za dużo inni że milczy i że za słabo ten głos Kościoła słychać. Więc ostatnio pojawił się problem publiczny: podatki dotyczące księży. I że niesprawiedliwe zwłaszcza w kryzysie: że nie płacą. I jeszcze jeden problem społeczny, czyli państwo świeckie: nowoczesne, obywatelskie, niereligijne, czy raczej bezreligijne publicznie.  I dziś, Pan Bóg – z humorem jakby na czasie a może na złość, ktoś powie, serwuje nam w czasie uczty eucharystycznej Ewangelię o podatkach i podziale: czy płacić ten podatek czy nie, komu? Ile? Co Cezarowi a co oddać Bogu? A mówiąc żartobliwie, że dobrze, że nie było tego tematu tydzień temu, bo na kanwie dyskusji politycznych i ludzkiego oburzenia musiałbym przerwać ciszę wyborczą, bądź ktoś by uznał, że tak uczyniłem, bo komentuje życie społeczne i polityczne. Podatek i podział ludzkiego życia. Temat gorący, palący i drażniący. Też jak widać religijny. Chociażby dlatego, że i Jezus też z nim się zmagał. Jezus nie mówił o pieniądzach, choć temat płacenia w Ewangelii się pojawiał. Podatek na świątynię chociażby, kiedy kazał uczniowi zapłacić za Siebie i za niego. By nie być powodem zgorszenia. Choć zapytał się, od kogo pobiera się podatki: od swoich czy od obcych? Będąc Mesjaszem Panem świątyni czuł się jej właścicielem – gospodarzem a nie tym, co został do niej zaproszony. Nigdy w ten sposób nie mówiłem i tak konkretnie, ale na podstawie ostatnich medialnych dyskusji i ocen a nawet oskarżeń, jak Jezus chce powiedzieć, dlaczego tak się dzieje i jak jest naprawdę. Co się dziś stało? Pana Jezusa chciano pochwycić na słowie. A nic tak nie drażni jak temat pieniędzy i podatków. Płacić? Nie płacić? Komu co i ile? Chcemy się pokłócić, zacznijmy temat pieniędzy: w domu, w pracy, w dyskusji. Można na kanwie ludzkiego doświadczenia powiedzieć, że zawsze ten temat poruszają ci, którym na sercu szczególnie na sprawa leży, ale raczej by nie pomóc, ale się usprawiedliwić, bądź znaleźć gdzie indziej winnych. Zwłaszcza, że faryzeusze mieli z założenia nieczystą intencję a pytanie wynikało z przewrotności serca. Nie szukali prawdy. Nie chcieli jej przyjąć. Pan Jezus nie raz wytykał im nieuczciwość serca, choć prawnie powiedzmy nic nie można im było zarzucić. Czy płacić, czy nie płacić Cezarowi. Pamiętajmy, że Cezar – władca rzymski to był okupant. Znienawidzony. Ale jednocześnie nie przeszkadzało to faryzeuszom i innym współpracować i korzystać z dóbr jakie niosła cywilizacja rzymska: przynieśli Mu denara: czyj jest ten napis i obraz: Cezara. W końcu przecież ukrzyżowano Jezusa na rzymskim krzyżu rękami żołnierzy i dekretem Piłata. Dziś też ludzie mówią o pieniądzach zwłaszcza ci, co mają, ale oficjalnie nie mają, usprawiedliwiają się i „czepiają” bliźnich ci, co sami mają nieuporządkowane serce. I znowu pytanie z cyklu: zapędzić tak czy siak rozmówcę w ciemny róg. By się spalił. Publicznie ośmieszył i naraził: władzy bądź ludowi. Gdyby powiedział płacić – kolejny kolaborant, nie płacić – nieuczciwy czy Ten, co wczyna rewoltę. Jezus mówi w genialny sposób: Oddajcie co cesarskie Cezarowi a co boskie Bogu. I pojawia się temat podatku. Płacić – nie płacić. Co boskie Bogu a co cesarskie Cezarowi. Zawsze mówię, że pieniądze to temat, który skłóci największych przyjaciół. I rodziny i społeczności. Bo człowiek zawsze stawia siebie w pozycji skrzywdzonego, oszukanego, biednego i wykorzystanego. I tak, że to inni zawsze mają lepiej i więcej. W posiadanych dobrach zawsze czujemy się jakoś niesprawiedliwie. Przyznajmy to jeszcze relikt poprzedniego systemu, gdzie żyło się w poczuciu wykorzystania przez państwo; system oszukiwał, więc ludzie oszukiwali system. Jak było?  Dziś wyboru papieża bł. Jana Pawła II. Poczytajmy, co mówił 26.03. 1991 roku w Białymstoku o naszej mentalności. I jaki wtedy był krzyk. Znamy to i dziś po 20 latach demokracji: Pod ladą, bez rachunku, na lewo, z zakładowego. Dziś jak nie z cudzego się daje, a ze swojego ciężko się daje, zwłaszcza jak nie starcza, czy człowiek ma wrażenie, że nie starcza na wszystko co człowiek by chciał. Bo człowiek chce dziś szybko i wiele. Dla siebie. Mamy takie poczucie niesprawiedliwości. Wysokie podatki, a chociażby kolejka do lekarza długa. Drogi niby remontowane a ciągle tam gdzie się mieszka słabe. I droga edukacja dziecka, choć niby wszystko państwowe i darmowe. Z drugiej strony jedni płacą, a drudzy wszystko odliczają. Zawsze jakoś dziwnie wychodzi na „0” a wszystko mają – mówimy w poczuciu niesprawiedliwości. Została nam ta mentalność: że najlepiej bez rachunku, czyli na czarno i bez podatku: na CB często pojawia się hasło oszczędności sprzedam – kupię. Zresztą takich manipulacji i zagrań nikt nie uważa za dziś kradzież. Jak nie pokąbinujesz to nie pożyjesz. Odliczamy wszystko, a korzystamy też na ile się da ze wszystkiego.  Taki jest klimat. Nie na darmo grunt dyskusji jest taki podatny. Dzisiaj trzeba by było powiedzieć o uczciwości społecznej, o lojalności, rzetelności. Bo podatki z założenia mają służyć dobru wspólnemu. Są partycypacją w kosztach funkcjonowania państwa. Pytanie, które kiedyś usłyszałem: czy kasować bilet? Po co? Bo ktoś kupił autobus: kosztuje minimum 1 mln 300 tys zł i do kogo należy? Serwis, kierowca, paliwo, ubezpieczenie. Korzystasz – ponosisz koszty. Partycypujesz. Ponosisz obciążenie. Tak można powiedzieć o szkole, chodniku, szpitalu, policji, straży, wojsku, oświetlonej drodze, itd. Korzystasz  a kombinujesz… jest to nieuczciwe. Wobec reszty. Tylko kto tak myśli? Po co mówić o płaceniu, skoro księża nie płacą. Właśnie a ostatnio medialnie na topie tzw.  podatek Kościoła. Przecież księża nie płacą.  Dziś powiem, bo nie chce czuć się społecznym wyrzutkiem, kimś co społecznie żeruje na ludziach. Księża płacą podatki.  Tak wymaga od nich państwo i płacą. Taki zwykły ksiądz: wikariusz, proboszcz płaci, za to, że jest księdzem. Płaci za to, że odprawia Mszę św., spowiada, głosi kazanie, idzie do chorego. Warto o tym pamiętać. Bo wg państwa wykonuje pracę. Duchownego. To prawda podatek jest zryczałtowany, jak wiele innych zawodów, które nie wie, czy ktoś przyjdzie, co i ile da czy ofiaruje. Płaci od ilości mieszkańców parafii. Za wszystkich mieszkańców. I ten podatek co roku rośnie. Płaci za wszystkich zameldowanych, nie tych co widzi czy nie widzi na kolędzie, ma widełkach nawet tych co nie chodzą, nie wierzą, odcinają się. Ktoś powie, jaki pożytek z tych, co śpią na terenie parafii? Nie wiem, ale taki jest system. Taka logika. Czy wierzą czy nie, czy katolik czy nie, daje nie daje. Płacić trzeba. Trudno komuś wyliczyć kiedy i co daje, więc z góry przychodzi kwota zryczałtowana. Więc to nie jest uczciwie, kiedy ktoś myśli, że leci z nieba, nic nie płacą, więc ode mnie nic nie dostaną, bo i tak mają. Słyszę, Państwo płaci na ZUS. Zwykły ksiądz płaci za ZUS i to podwójnie: jak uczy w szkole i jako ksiądz na parafii. Ale państwo daje Kościołowi: normalnej parafii nic nie daje i nasza parafia nic nigdy nie dostała. Kościół nie płaci: Parafia płaci wszystkie takie same rachunki: prąd, śmieci, ogrzewanie, ubezpieczenie, dzierżawa, OC, podatek za teren. Tu dowód. Za to, że tu jesteśmy, mieszkamy, ktoś przyjdzie codziennie, raz na tydzień, raz w miesiącu, bądź raz na 11 lat do biura, pod krzyż, do salki, na chrzest czy pogrzeb. Oczywiście problem jest jeden: jak dziś uważany jest Kościół, jak uważana jest parafia: jako rodzina, czy może straż czy policja że kiedy trzeba to ma być i usłużyć. A może dziś jak fabryka czy sklep, gdzie jestem jak mam potrzebę i wybieram co chcę i mi pasuje? Ale tak czy siak budżet mają wszyscy. I rachunek dziś dostaje każdy. Zawsze mówię, że jak powstała parafia, pierwszy nas odnalazł Urząd Skarbowy. Można się tylko zastanawiać, więc o co ta kłótnia, o co te oczernianie. Wczoraj też we wiadomościach zestawienie: kryzys a za chwilę biskupi – i propozycja 1%. Nowy podatek. Nowe oburzenie. Przecież niektórzy krytycy Kościoła tak chcieli. Może jednak cel jest jeden – jak w Ewangelii: ośmieszyć, zbuntować – udaje się to dziś bardzo, bo ludzie łapią hasła i nie sprawdzają wiadomości, oczernić – odebrać argumenty – oszukują w tym więc w tym co głoszą też nie słuchajcie. Bo są poza prawem, poza obowiązkami, mają za dobrze. Tak dobrze, że dziś na księdza nikt się nie pcha. Ale slogany zostały. Dziś mówi się, że jedynie Kościół traci zaufanie społeczne: czyli się udało. Jezus też stracił w opinii. Rozdz. 22. A w 26 wisi już na krzyżu skazany przez lud. Przyklejono dziś dziwną łatkę księżom. Że mają dobrze, nic nie robią, nic nie płacą  i wszystko mają. I ludzie odchodzą i nie słuchają. Żadne argumenty ich nie interesują. Nie wierzą. Problemem nie jest czy płacić czy nie: uczciwość: ci, co mają takie dylematy najczęściej płacić nie chcą bądź tego nie robią. I nic nie dają. Co Bogu boskie – ofiara? – dar serca. Dziś jest problem z wyczuciem ofiary. Problem z poczuciem sprawiedliwości. Że każdy robotnik, ten Boży również jest godny zapłaty. I należy się partycypowanie w kosztach. Kiedyś tak o tym się nie mówiło. Ale i ludzie nie dotykali pewnych spraw. Dziś wszystko na talerzu. Więc: Ofiara za posługę czy dziś coraz częściej zapłata za religijną usługę. Bo prawdziwej wiary jest coraz mniej. Ufności też. Wydaje się, że nie trzeba. A trzeba dziś coraz częściej odważnie powiedzieć, że trzeba. Tak jak w życiu, to co ludzkie dziś kosztuje. Dzisiaj w mentalności raczej też jest coraz częściej zapłata za usługę religijną. Więc gdy brak wiary, Kościół staje się (i dziś jest) w oczach społeczności jak firma czy korporacja. Czy żyłująca na „biednym” społeczeństwie organizacja. Choć toniemy w korkach i kolejkach. Ale to inni mają lepiej.  Człowiek stoi na styku świata ludzkiego i Bożego. Wydaje się, że można a nawet dziś się wmawia że trzeba je oddzielić. Nie! Trzeba łączyć: uczciwością i sprawiedliwością. I sprawiedliwym podziałem dóbr. I świadomością skali darów: Boga i społeczeństwa. Człowiek jest jeden, nie schizofreniczny: A dziś nie chce nic dawać, poza tym co na siłę i jak najmniej, a sam człowiek chce być w centrum swych pragnień i marzeń. Sam człowiek chce być Bogiem. I sam w sobie widzi wdzięczność i zasługę. To było w pierwszym czytaniu: jeden jest Pan, Bóg. Nie władza. To też nam wmówiono. Że tu ja katolik a tam… ja nowy, nowoczesny obywatel. Jestem nowoczesny, chce nowoczesnego państwa, ale to oznaczać ma zgodę na świat bez wartości? Że jedyną wartością jest subiektywne szczęście i przyjemność człowieka? Takim bez zasad najłatwiej rządzić, najłatwiej łyka głodne kawałki i najłatwiej sterować. Może o to chodzi. Nie mnie przekonujcie. To dziś Jezus dziś tak chciał. Żeby sobie uczciwie patrzyć w oczy. Acha spróbujcie o tym, że ktoś kłamał i nabrał wielu ludzi na kłamstwo opowiedzieć innym. Założę się, że i tak Wam nie uwierzą. Nie uwierzą, że samemu Jezusowi nie uwierzono, że to w ten sposób powiedział. U Piłata na sądzie usłyszał, że odwodzi od płacenia podatków Cezarowi. Nic się nie zmieni, bez prawdy i wewnętrznej wolności, bez pozbycia się zazdrości i przewrotności serca. Ma być na nasze. Bez nich. Bo ma być nowocześnie. Bez Boga. A my za ile chcielibyśmy pracować? Za tyle co ofiarujemy czy tyle co musimy zapłacić? Dziś było o uczciwości. O prawdzie. Księża nie są winni kryzysowi na świecie. Ale może niedługo tak się też zacznie uważać. A ten kto pyta i oskarża, daleko jest sercem od prawy i troski. Szkoda i przykro, ktoś powie takie życie. Jak w Ewangelii. To teraz pora jakoś dziwnie jak w Ewangelii na…. krzyż. Ale trafiłem. Zaczęło się. Co za dziejowa zbieżność…

 P.S. Byłem w Urzędzie Skarbowym zapytać się, czy coś się zmieniło, bo ludzie mówili mi na kazaniu, że my (księża) ponoć nie płacimy podatku, a zbliżał się powoli termin uiszczenia podatku od osób duchownych. Pani w okienku z uśmiechem opowiedziała, że jak ludzie dają się oszukiwać, niech się oszukują, ale tu nic się nie zmieniło i podatek dalej jest.




promujemy