Również Ty możesz Świętym być… myśli na Uroczys...

Jest taki dzień w roku, że o dziwo wszystkim spieszy się na cmentarz, chciałoby się dodać,  że do nieba. Nie do nieba raczej nie: Tam się prawie nikomu nie spieszy, bo po drodze śmierć i albo podkreśla się zawsze chęć życia tu i teraz jak najdłużej: i życzy 100 lat albo nie za bardzo o to niebo człowiek się stara i o nim nie myśli: przeważnie jest dziś zaskoczonym w momencie śmierci, brak często łaski uświęcającej w sercu (niech nie zmyli nas to, że ktoś ma pogrzeb) a może po prostu ludzkie działania i wybory wielokrotnie wyglądałyby wtedy inaczej. Gdyby ludzie myśleli o niebie, tego nieba byłoby trochę już więcej na ziemi. Zostaje znak i miejsce jakim jest cmentarz, choć Jezus w takim momencie stwierdził, zostańcie umarłym grzebanie ich umarłych a wy głoście Królestwo Boże. To znak, że w tym dniu sam cmentarz – jako miejsce i sami zmarli jako główni bohaterowie tych Świąt to za mało. Zwłaszcza bez mocy Jezusa! Dlaczego? Bo dziś nie mamy wpatrywać się nie w ziemię ale w niebo, nie w umarłych ale w żywych, nie poddawać nostalgii ale radości, nie beznadziei lecz nadziei. A bez wiary i obecności Boga nie ma o tym mowy. Ale wraca ten cmentarz  na który jakoś pójść łatwiej (i wypada) niż myśleć o naszym udziale w niebie. Łatwiej kupić doniczkę kwiatów i parę zniczy niż odmówić z wiarą modlitwę, przyjąć Komunię i oczyścić serce. Jakby tym zmarłym miały pomóc kwiaty i znicze, to raczej mają kwitnąć nasze serca i płonąć miłością dusze. Aż czasem człowiek się zastanawia, kto bardziej w oczach Boga jest zmarłym: ten co spoczywa w grobie czy ten co stoi nad nim?

Ale gdzie dzisiejsza radość. Radość Świętych a więc tych w niebie. I nasze zbiorowe imieniny. To jutro będzie o tych co umarli w łasce i z nadzieją zmartwychwstania: o tych w czyśćcu. Jak dostać się do nieba? Jezus odpowie Ja jestem i drogą i prawdą i życiem. Niebo jako stan wiecznej szczęśliwości jest celem naszego życia wiarą. W I czytaniu mieliśmy wizję w Apokalipsie św. Jana: obraz wschodni i symboliczny. Choć w drugim czytaniu św. Jan przypomina że możemy się domyślać że będzie tam pięknie ale nie jesteśmy jeszcze tu na ziemi sobie tego szczęścia wyobrazić. Bo niebo tez jest nagrodą. Dopełnieniem sprawiedliwości, wyrównaniem krzywd, najwspanialszą nagrodą i dlatego warto na nie czekać, warto się starać, poświęcać a nawet ofiarować. To dlatego słyszymy dziś 8 błogosławieństw. Jawią się one nam jako życzenia, są obietnicą nieba za niedostatki ziemskiego życia, ale są również słowami pocieszenia Boga dla człowieka, że warto wytrwać za wszelką cenę na Bożej drodze, że trud i ofiara, poświęcenie się dla wiary i ta wiara w Bożą dobroć i sprawiedliwość nie zostanie bez odpowiedzi. Bo na logikę, kto chce być dziś sam z siebie ubogim (nie mylić z biednym), kiedy człowiek tyle goni i kupuje, a i bez dobrych pieniędzy nie wyobraża sobie pomyśności, chcąc przy okazji brać z życia ile tylko może; smutnym, kiedy za wszelką cenę nawet stosując to co złe w oczach Boga się pociesza i pusto raduje, pokrzepia używając, nadużywając i uzależniając; kto chce być na marginesie życia, choćby bezdomny i bez zabezpieczenia się na przyszłość, kiedy tyle mówi się o zatroszczeniu na starość, bo nie ma potem na kogo liczyć; kto chce być prześladowanym, jak człowiek chce podobać się wszystkim z wszelką cenę i nikomu nie narazić, więc nawet wypiera się Boga w sumieniu by dogodzić modzie i trendom, by być w centrum uwagi;  kto chce być litościwy kiedy tak trudno dziś  wybaczyć i nie być naiwnym, kto walczy o siebie jako człowieka czystego serca, kiedy tyle wokół zmysłowości i pożądania, a uczucie wszystkie zagrania usprawiedliwia; kto z nas się cieszy gdy nas wyśmiewają, obgadują i oczerniają, kiedy brakuje spokoju. Gdyby tak spojrzeć to ani błogosławionym być trudno ani nie za bardzo atrakcyjnie wygląda ta Boża droga. Często chcemy widzieć na niej – tej drodze błogosławieństw naszych bliżnich bardziej niż samych siebie. Ale raczej te błogosławieństwa przypominają, że z drogi Bożej nawet jak ciężko nie można rezygnować i zawierają prawdę,  że jeśli człowiek odnajdzie bogactwo tu bez potrzeby Boga to raczej  tę Jego nagrodę trudno będzie mu przyjąć. To jest to co mamy współcześnie: nazywamy to kryzysem ducha, wartości religijnych, ale im więcej szczęścia tutaj i teraz i możliwości nagrodzenia siebie bez czekania na wieczną nagrodę od Boga, tym mniej o tym niebie się myśli i do niego spieszy. I może nawet w tą nagrodę wierzy. I nie potrafi się oddać tego co na ziemi co uważa się za szczęście i radość.  I nie wyobraża sobie człowiek tej chwili, bo jawi się jako wielka strata i dramat, kiedy przyjdzie to wszystko zostawić. I dziś człowiek też nie umie czekać, a jak brak tej nagrody tu i teraz traci się ufność i wiarę w Boga. To gdy człowiek dużo przegrał a często i wszystko rodzi się głód Boga i nadzieja w Bogu na lepsze jutro w wieczności.

I dlatego to przypomnienie: błogosławieni!  Bo wiemy, że cokolwiek człowiek nie nazywałby szczęściem tej pełni szczęścia nie osiągnie na ziemi tu i teraz ani w wymiarze największej wartości ani wiecznego trwania: wszystko przemija, zawodzi i  z czasem mamy poczucie że szczęście jest jeszcze przed nami do osiągnięcia. I życzenie nieba, byśmy się tam spotkali. I tylko można wobec tego dodać: do zobaczenia… nie nie na cmentarzu…  do zobaczenia w niebie! Niebo jest również dla ciebie!




promujemy