Kalkomania w Niedzielę Miłosierdzia (II Niedziela Wielkano...

Agencja FORUM

Są takie chwile że słowa nie wystarczą, nie są w stanie udźwignąć miary wyderzeń, których jesteśmy świadkami. Dziś po wczorajszym tragicznym dniu mamy taki wyjątkowy moment. Przeżywamy żałobę narodową. Stajemy dziś jako chrześcijanie i wielka rodzina polska. Bo co nam zostaje, w takich chwilach jak nie modlitwa i refleksja? Ulica stanęła na zadumie i modlitwie. Nam zostaje nadzieja, że nie jest to koniec. My mamy nadzieję: Wiarę w Zmartychwstanie? Przeżywamy swoisty narodowy dramat, o którym mówi się, że zmieni historię naszej ojczyzny. Powstała przecież wyrwa po wielu znanych, wpływowych i potrzebnych Polsce ludziach. To prawda, są zastąpieni, bo życie toczy się dalej, ale odtąd jednak nic nie jest już takie jak było. Znowu, właściwie po 5 latach, w ten sam dzień Niedzieli Miłosierdzia ta dziwna atmosfera, te dziwne ludzkie łkanie i nawet nasza żarliwa odważna modlitwa i zaduma, nawet na każdej liczącej sie społecznie stacji w szklanym ekranie. Ogólnonarodowe pojednanie. I dobre świadectwo. Przynajmniej w naszej Ojczyźnie, u ludzi ciepłego serca ostre hamowanie życiowe. Słowa, że strata, że niedocenienie i sroga bolesna lekcja. Ma być mniej kłótni, płytkich walk a więcej serca i wzajemnego poszanowania… jak będzie, 5 lat temu w dzień poprzedzający Niedzielę Miłosierdzia przez Papieża i dla niego zatrzymał się jakby cały świat. I tłumnie zapaliły się znicze i ludzkie serca na modlitwie. A potem? Życie… zrobiło swoje… Czy od tamtej pory – śmierci Jana Pawła II czegoś się nauczyliśmy? Zwłaszcza my jako Polacy. Zwłaszcza jak coraz częściej porzucaliśmy ideały i myśli z nauczania Jana Pawła II. Kiedy mieć nad być coraz bardziej angażowało ludzkie serca. Nie licząc waśni, kłótni i sporów? Gdzie te papieskie przesłanie, co gdzieś się powoli rozmydlało? W obliczu takich lekcji człowiek dostrzega na nowo sens życia i a jednocześnie jego ulotność, jesteśmy tu tylko pielgrzymami, mówimy o niepewności jutra, o prawdziwych wartościach, o tym, że życie materialne to cienka nić, którą łatwo przerwać. Dla nas ludzi wiary zostaje właściwie dziś jedno stwierdzenie: na to co się stało, stało z nimi, to co z nimi będzie: To nie koniec! Jezu ufam Tobie, ufam, że Twoje miłosierdzie będzie i dla nich. To wydarzenie stało się szokiem. Niektórzy nie wierzyli. Przecież ktoś mówił że już jadą. A przecież nikt z nas tam nie był. Musieliśmy w szoku i zdumieniu przyjąć to, co inni nam przekazali. Uwierzyć w słowo i obraz. Że to ten szczególny samolot, że to taki wielki dramat. W końcu ludzie musieli przyjąć tę szokującą prawdę. Takie niespodziewane wydarzenie  pokazuje jak człowiek potrafi być zaskoczony i trudno mu uwierzyć w świadectwo świadków. Nawet wobec stwierdzeń, że tak przecież może się zdarzyć, bo to zaniedbano czy tamto. Apostołowie też mieli problem. Uwierzyć. To też był szok, trochę inny, ale to też był wielki szok. Szok wobec tego co się stało na krzyżu, tego dramatu i osamotnienia i wobec tego co później opowiadały kobiety: że On żyje! I przeżyli szok, jak go zobaczyli. Jak Go dotknęli. To spotkanie ich zmieniło. Zmieniło życie innych, tych co uwierzyli. Warto sobie dziś uświadomić, że Kościół to wspólnota świadków Zmartwychwstałego, właściwie kolejnych potomków świadków tego cudu. To nie tylko wiara wobec pustego grobu (ten nasz w kościele też szybko został sprzątnięty bo pusty, więc nikomu niepotrzebny) ale to widok Jezusa przekonał tych pierwszych. Jest jednak problem. Czas biegnie. I jak to z człowiekiem. A nim jak z kalką. Im dalej tym gorzej widać. Im więcej tym mniej wyraźniej. Czas niszczy pamięć i wrażliwość. Nawet św. Jan, przyjmując tradycję, ok. 70 lat po śmierci Jezusa pisze 4 wersję Ewangelii, by nikt nie zatracił Jezusowego przesłania. Widząc już wtedy z czasem słabość przekazu, zawodność świadectwa kolejnych uczniów, nieczytelność i zagubienie pierwszych chrzescijan, jako jeden z najmłodszych świadków Zmartychwstania Pańskiego odchodząc zostawił - nam również – właśnie tę Ewangelię. Może i wtedy stwierdzenie: papier wytrzyma wszystko miało jakiś sens?  I tak jak wiedzę opieramy na świadectwie innych tak my również jesteśmy z pokolenia na pokolenie świadkami świadków. Ale mamy zapisane Pisma, bo sami w sercach zbyt łatwo przestawiamy zdania, kropki, wycieramy słowa i zdania i wypaczamy sens. Choć dzięki wierze możemy Zmartwychwstałego doświadczyć i teraz jest właśnie ten Dzień Święty, kiedy mistycznie po raz kolejny doświadczał tego spotkania św. Jan, co zawarł w dzisiejszej wizji Apokalipsy. Tamto wydarzenie Zmartwychwstanie zmieniło uczniów, ci zmienili świat.  Nam zostaje wiara, że ta lekcja nauczy nas cenić ludzi i szanować ich jak są, a nie jak, to bywa u nas, gdy ich zabraknie. Ale  czas wyciera jaskrawość i dramatyzm wydarzeń nawet niezwykłych jak cud Zmartychwstania czy tych dramatycznych jak Katyń i katastrofa lotnicza w Smoleńsku. Wydarzeń takich jak wczoraj i 5 lat temu…. i 70 lat , bo jechali modlić się, by pamięć tamtych dramatycznych wydarzeń w Katyniu nie została zatarta i przekłamana… tam byli świadkowie świadków tego mordu, oni o prawdę tę walczyli, ich to obchodziło… i inne wydarzenie wiary, to przed prawie 2000 lat, jak Zmartwychwstawał Jezus. Ludzkie pytanie: Zawiódł pewny siebie człowiek ? zawiodła stara maszyna? Może jak to w życiu bywa splot przyczyn i wiele okoliczności. Bóg zabrał? Bóg daje człowiekowi wolność decyzji i roztropność. A może?… Nie jest ważna odpowiedź, bo ona nic nie zmieni, ale my Polacy często uczymy się na dramacie i tragedii.  Że nie ma półśrodków, nie można w wielu sprawach połowiczne załatwiać problemów, że nie można ryzykować ludzkiego życia, że jest granica którą wytycza troska o życie, że jesteśmy odpowiedzialni za siebie, za innych bardziej niż nam się wydaje. I dopiero  tragedia nas (na krótko?)  jednoczy. I niestety znowu potrafi nas pojednać i wykrzesać ludzkie odruchy żałoba. Ale może warto znowu usłyszeć o zmartwychwstaniu widząc jak kruche jest życie i znowu spieszmy się kochać … szanujmy siebie, szanujmy to życie, bo wisi ono na pajęczej nitce i choć śmierć to nie koniec, to jednak dziś tak bardzo boli… bo reklamuje siebie wyjątkowo i zbiera bolesne żniwo. Ale nie załamujemy się, bo jest zmartwychwstanie. I jest miłosierdzie Boże. Stajemy dziś jako wielka jedna rodzina ludzka. Polacy. Z wdzięcznością i modlitwą za Ojca św. i tych innych co wczoraj od nas, z naszej Ojczyzny odeszli… wierzymy, że w miłosierdziu i wierze do niebieskiej. Zostaną znowu po nich nasze świadectwa i ich nagrania. Dla następnych pokoleń. Że tacy byli, że tak było. Dla roztropności, mądrości i pojednania. Oby nie na chwilę ale na dłużej coś na lepsze się zmieniło w naszym życiu i naszej Ojczyźnie. Druga kolejna tragedia, swoiste poczucie osierocenia i pustki i druga szansa – podobna na lepsze jutro. Swoista kalkomania. Ale by tym razem nie było to wszystko na darmo… od nas również też to zależy, nas Polaków, katolików. I pamiętajmy jesteśmy taką kalką, świadkami świadków w życiu wiary Czy w tym świadectwie staram się być autentyczny: tym Bożym, ale i tym  ludzkim, by Bożego nie osłabiać? I jak wygląda ta troska o życie nasze i życie innych, by znowu nie być zaskoczonym i nie mówić, że znowu za póżno… Że żal… bo śmierć niejednokrotnie i tak zaboli… Może mocno, ale moje serce jak każdego patrioty rozkołatane i nie sposób wszystkiego bez wiary zrozumieć i znaleźć dziś sobie miejsce… może jutro będzie łatwiej? Życie…. Wieczny odpoczynek racz im dać Panie, a światłość wiekuista niechaj im świeci na wieki. Amen. Alleluja!




promujemy