Wielki Czwartek: „nie jesteśmy aniołami, tylko wykon...

Kiedy pomyślę o kapłaństwie, kapłanach, w tym o nas, o tym do czego jesteśmy przeznaczeni, powołani, i kim w tym wszystkim jesteśmy – wiem jedno, jak to kiedyś ktoś pięknie ujął w plakacie powołaniowym: nie jesteśmy aniołami, wykonujemy tylko ich robotę. W tym zdaniu kryje się właściwie wszystko: świadomość tego wobec komu służę, a służę najpierw Bogu i z Nim ludziom, Kogo podają moje ręce: pokarm Aniołów, Ciało Jezusa ale jednocześnie że jesteśmy jak każdy człowiek słabym glinianym grzesznym zawodnym narzędziem.

Dziś kiedy wracamy do źródła i do istoty powołania wsłuchując się w Ewangelię jesteśmy świadomi, że mamy służyć jak Mistrz, uczniom umywać nogi. Mamy obmywać nogi pielgrzymom tej ziemi, ich drogę do Boga czynić lżejszą, ale i serca czystsze. Mamy uklęknąć przed ludzką niewiarą, ludzkim niechceniem, ludzkim poczuciem doskonałości i ludzką zawodnością. Mamy obmywać ludzkie serca, by z czystymi pragnieniami zasiadali do eucharystycznej uczty. Rozgrzeszając, wspierając słowem wiary, karmiąc ciałem Pana mamy służyć, choć jak u św. Piotra nie zawsze pozwalają na taką doskonałość ludzkie nasze emocje czy braki. Nikt nie jest doskonały, tylko Bóg. Naszym obowiązkiem jest przypominać ludziom o życiu miłością, o wzajemnej służbie, przypominać innym ale i mówić sobie, bo dziś czasy, kiedy służba nie jest najmodniejsza.

Jako kapłani jesteśmy dziś w centrum ludzkich dyskusji i w tematach rozmów. Możemy powiedzieć: ja  tego nie słucham, ja tego nie widzę, tak nie myślę. Dziś kapłaństwo nie ma dobrej passy i noty opinii społecznej. Oczywiście, też są sobie sami kapłani winni. My możemy jedynie powiedzieć: jesteśmy normalni, nie jesteśmy p……… Ale już w wieczerniku wśród Apostołów był i zdrajca Judasz i zawodny Piotr i wierny do końca Jan. Nic nowego, człowiek. Jezus wybiera takich Bożych nieudaczników, słabych, grzesznych, zawodnych. Niejedni jak Judasz broją bardziej…  Ale dziś się te słabości niemiłosiernie wykorzystuje. Bycie księdzem nie kojarzy się medialnie pozytywnie, bo raczej wyciągane są jednostkowe grzechy i upadki, wałkowane powlekane i rozgłaszane. Cel jest nie tylko jeden. Nie tylko aby oczyścić, może i tak, bo w środku ktoś nie ma odwagi, ale skutkiem tego spada poczucie wartości, godności, świętości, wyjątkowości powołania. Brakuje, jak szczególnie dziś się wszędzie pisze, powołań, bo kto chce iść na kogoś kto życiowo jest nienormalny, nie ma szacunku społecznego, traktowany jest jak dziwak i żyje w jakiejś dziwnej odbierającej mu wolność i przekreślającej jego życiowe plany grupie. A człowiek chce być szczęśliwym. To tak z ostatnich wywiadów i audycji. Ale przekaz jest też pozytywny: Dobrze że w M jak Miłość ksiądz okazał się współczującym przyjacielem. Mamy jeszcze przecież obraz normalnych księży, życzliwych ludzi: O. Mateusza, mamy Plebanię i Ranczo, gdzie ksiądz wzbudza zaufanie. To prawda: ksiądz w naszej społeczności polskiej to jednak jeszcze ktoś wyjątkowy, darzony zaufaniem i szacunkiem, ale musimy w tym wszystkim pamiętać, że nie my księża, ale On Jezus jest najważniejszy. My nie jesteśmy najważniejsi. To w Niego wierzymy, Jego kochamy, dla Niego wszystko czynimy i jesteśmy Kim jesteśmy. To prawda: człowiek do wiary przyprowadza i człowiek od wiary odwodzi, ale wiara jest naszą osobistą relacją i naszą osobistą decyzją miłości. Wierzymy w Boga, nie w księdza. Choć dzięki człowiekowi łatwiej. I przez niego trudniej.

Bo w centrum jest zawsze Jezus. Ksiądz ma do Niego prowadzić a nie go zasłaniać czy sobą odstraszać. Ale ksiądz to jedynie drogowskaz. Kiedy ktoś nie widzi celu, zatrzymuje się przy znakach. Znak taki jak kapłaństwo to odpowiedzialność. Ale ciągle znak. Świat coraz mniej widzi dziś sam cel: Boga i zbawienie. I dlatego patrzy mocno na znaki, szybko odrzuca znaki, zwłaszcza te złe i błędne i zachlapane grzechem. I rezygnuje. Ale samo życie brudzi. W centrum zawsze Jezus. On jest celem. I to Jego uczta. Ona rozpoczyna i kończy obchód Triduum Paschalnego. To ta Msza jest najważniejsza: Czyńcie to na moją pamiątkę! I ona chroni i przygotowuje nas na wieczność. Zapominamy, że nie jest tylko ludzkim spotkaniem, ale przede wszystkim spotkaniem z Jezusem już tu na ziemi. Choć może jak św. Piotr nie wiele rozumiemy i pojmujemy, to z czasem zrozumiemy, że Msza św. to szczególny dar i depozyt Kościoła. To świadectwo,  że jestem chrześcijaninem, katolikiem, uczniem Jezusa Chrystusa. Jak w I czytaniu Pascha wyróżniała Lud Wybrany tak dziś nie chrzest, ale miłość do Eucharystii i obecność jest znakiem naszego przywiązania i bycia człowiekiem wierzącym. I choć nikt nie zmieni źródła statystyki, a może powinien, Msza  św. jest znakiem naszej wiary i naszej gotowości. Ale i powinna wnosić i motywować nas do codziennej miłości. Byśmy od Jezusa nie odciągali  świadectwem: chodzą na Mszę św. ale gdzie ta chrześcijańska miłość? Gdzie gorliwość? Gdzie odwaga? Gdzie uczciwość? Gdzie życzliwość? Kiedyś po miłości i po Łamaniu chleba odróżniano chrześcijan. Bądźmy więc znakiem Jezusowej obecności. A my: nie jesteśmy aniołami, wykonujemy tylko ich robotę. Dla naszego i waszego zbawienia!




promujemy