Nie klimacik jest najważniejszy! (II dzień Świąt Narodze...

2 dzień Świąt Bożego Narodzenia. Radujemy się darem Boga. Najważniejszym prezentem – Nim samym. Przyszedł – narodził się, jest z nami i daje nam zbawienie. Przeżyliśmy wczoraj przyjście tego, który jest Miłością, dziś do tej miłości wracamy, by doświadczyć tej szczególnej radości i szczęścia obecności Boga, który się narodził. Drugi dzień świąt to także piękny dzień. Bo kiedy ten pierwszy zawsze był spędzany w zaciszu domu i wśród swoich, ten dzisiejszy był zawsze szczególną okazją, by z życzeniami obchodzić swoich krewnych, przyjaciół i znajomych. Przedwczoraj była Wigilia, a że zwierzęta mówią ludzkim wtedy głosem, ludzie zresztą też, więc posłużmy się takim przykładem: Pewnego razu mały leopard zgubił się wśród stepów i przez nieuwagę został zdeptany przez słonia. Chwilę potem znaleziono nieżyjące zwierzątko. Wiadomość o nieszczęściu zaraz przekazano jego ojcu. - Twoje dziecko zginęło – krzyczano do starego leoparda. Znaleźliśmy je tam w dolinie, jak leżało na trawie. Leopard zaryczał z bólu i wściekłości: Kto je zabił? Powiedźcie mi, żebym mógł pomścić jego śmierć. To słoń! Słoń? – Tak słoń! Stary leopard pogrążył się w myślach a potem powiedział: – nie to nie mógł być słoń. To z całą pewnością owce? Na pewno owce! Już ja się z nimi rozprawię! I tak rozwścieczony złością pobiegł w stronę łąk, na których pasło się całe stado. Dziś św. Szczepana. Męczennika. Zastanawiać się ktoś może, dlaczego liturgia w drugim dniu oktawy Świąt Bożego Narodzenia umieściła to święto, bo psuje klimacik. Może byśmy zapatrzeni w żłóbek Chrystusa nie zapomnieli, że ofiara ze strony Boga dla człowieka pociąga za sobą konieczność także ofiary i poświęcenia ze strony człowieka dla Boga nawet do całkowitej ofiary z życia, czyli męczeństwa. Być może nie przeżywamy takich sytuacji jak chrześcijanie w krajach arabskich, w Indiach, w Indonezji. Być może nie jesteśmy fizycznie prześladowani i w sposób jawny eksterminowani jako chrześcijanie (jeszcze). Być może nie żąda się od nas świadectwa krwi. Niemniej jednak, jeśli ktoś chce być chrześcijaninem w dzisiejszych to musi być przygotowany na niezrozumienie, na kpiny, na wyszydzenie, nawet ze strony innych, letnich chrześcijan, a nawet czasami i tych, którzy się za sprawiedliwych uważają. Niestety być uczniem Chrystusa nigdy nie było łatwo i nigdy łatwo nie będzie. A opowiadanie takie a nie inne, gdyż dziś uczeń Jezusa jest łatwym celem ze względu na wartości, na którym światopoglądowo łatwo się wyżyć, skrytykować i ocenić. Zepchnąć winę i zbuntować tłum, że niedzisiejszy, nietolerancyjny, niehumanistyczny, ciemny, zacofany, dziwny i fundamentalistyczny – nie pasuje do tych czasów. Św. Szczepan był diakonem, przeznaczonym do posługi miłosierdzia – na nasze działań charytatywnych. Ale nie zamknął swego działania tylko do uczynków miłości, głosił prawdę o Jezusie, Jego naukę. To się nie spodobało wielu. Godził w interesy innych – światopogląd też. To że pomagał było piękne, ale że nauczał wiary było nie do przyjęcia. Podobnie i dzisiaj postrzegany jest Kościół: ma pomagać ubogim, bezdomnym, opuszczonym, biednym, ale do życia i sumienia niech się nie wtrąca! To tak jakby nie tylko robić prezenty, odwiedzać się, jeść, śpiewać kolędy i ubrać choinkę, ale przy tym mówić odważnie i bez wstydu, dlaczego to się robi i dla Kogo. Może się okazać, że mimo wielu symboli i świątecznego klimatu spotkamy się z oporem słuchaczy i niezrozumieniem. Lepiej już szybciej wypić i obgadać rodzinę, przecież to święta rodzinne, po co mają niektórzy stanąć ze względu na Jezusa: wartości, naukę, moralność przeciw sobie?. Ale i nam szybko mija klimat świąteczny. I pojawia się szara rzeczywistość wiary i codziennego życia. Dziś takie święto, by nie zapomnieć, że chrześcijaństwo to nie sam żłóbek, choinka i stajenka ale to ciągłe świadectwo wiary i walka o prawdę i miłość. Że czasami trzeba umieć iść pod prąd, nawet jeśli ten prąd wygody i układania się z tym światem jest bardzo modny i bardzo silny. Boimy się śmieszności, obawiamy niepopularności, a jednak święty spokój za wszelką cenę jest tylko ułudą i okłamywaniem siebie, że jesteśmy wierni i wszystko jest w porządku. I może dlatego jesteśmy łatwym celem, zakrzyczani i przetrzebieni jak te owce – dla zasady. Jesteśmy w czasie świąt Bożego Narodzenia. Wszędzie wielka obecność religijnych treści, wielka obecność Boga. I wielka zgoda, by mówić o narodzinach Bożej Dzieciny, by głosić, by pokazywać, by dopuszczać to wszystko do nas. Zastanawialiśmy się może dlaczego tego małego Jezusa wpuszcza się do mediów, sklepów, na ulice. Może ten świat będzie akceptował Pana Jezusa póki ten jest mały, nie umie mówić i można go wykorzystać do swoich interesów. To takie miłe i sympatyczne. Sianko, chuchające na dzieciątko zwierzątka, gromady aniołków, chwytające za serca kolędy. Nawet ateista w witrynie swojego sklepu postawi choinkę i przyklei aniołka. Nawet polityk, który nic nie ma wspólnego z wiarą zaśpiewa: „Bóg się rodzi…” i przełamie się opłatkiem. Świat lubi małego Jezuska.  Ktoś powiedział: Gdyby Bóg się nie narodził to świat by go wymyślił, by sprzedać więcej margaryny, czy zdobyć dwa punkty poparcia. Świat lubi małego Jezuska, ale nie lubi gdy ten dorasta, gdy zaczyna mówić. Świat chętnie zgodziłby się na Boga, byle ten na wieki został w swoim żłóbeczku i tylko machał raczkami, i nie mówił. Świat się irytuje, gdy Jezus zaczyna dorastać i wypowiada swoje Słowo. Świat traci humor, gdy Jezus przypomina Prawo swojego Ojca. Klimacik niech zostanie, ale po co zmieniać serce?! Świat wtedy mówi: Jakie to niesmaczne, jakie to nietolerancyjne, nie umiejące uszanować prawdziwych potrzeb człowieczeństwa. Gdy Jezus zaczyna mówić znika z telewizji i radia. Znika z gazet, sklepów i ulic. Jest niepotrzebny, persona non grata. Raczej jest okazją w swoich uczniach do krytyki i niezrozumienia. Jakby katolicyzm ze swoim Bogiem był źródłem zła, dramatu człowieka i ludzkich tragedii. Wrogiem szczęścia i wolności. Św. Szczepan to klasyczny przypadek rekcji świata na Bożą prawdę. Ludzie słuchający św. Szczepana, gdy ten do nich mówił: „Podnieśli wielki krzyk, zatkali sobie uszy i rzucili się na niego wszyscy.” Nie mogli słuchać, więc najlepiej  uciszyć, ośmieszyć, niech nas nie niepokoi, nie zawstydza, nie upomina. Niech przestanie mówić o nawróceniu, Bożym prawie i Bożym porządku. Zakneblować go i zabić. I wyrzucić z miasta. Może właśnie dlatego Kościół stawia przed nami postać św. Szczepana zaraz następnego dnia po Bożym Narodzeniu, by uświadomić sobie, że Boże Narodzenie jest miłe na chwilę i dla klimatu, ale nie zawsze dla prawdy, norm i zasad. I że świat za chwilę się od tego wszystkiego co daje Bóg odwróci się … może jeszcze do następnego roku. Dziś prawda, jak różna może być odpowiedź na przychodzącego Boga. Można stać się wiernym Bożym świadkiem (Szczepan), albo mordercą prawdy (jak kamienujący tłum). Warto zatem, by nie pozostać jedynie przy chwilowych sentymentach i miłych klimatach, zapytać samego siebie, czy przyjmuję do swego życia nie tylko małego Jezusa, ale pozwalam Mu w sobie wzrastać i słucham tego co On mówi? Bo prawie po świętach: Choinka świeci, prezenty rozpakowane, brzuszki pełne, śnieg zniknął: i jeszcze jeden problem poświąteczny: czy od  teraz przejmiemy się Bogiem czy znowu zatkamy sobie uszy? Czy może na nas liczyć i po Świętach?




promujemy