Ofiara to nie odżałowana reszta, czyli wdowi grosz (32 Nie...

Przyniosłem kadzidło. Używane jest w modlitwie i nabożeństwach po to by podkreślać wagę modlitwy, wielkość ofiary ludzkiej i poświęcenie wszystkiego co najdroższe i najlepsze dla Boga.
Kadzidło w dawnych czasach to dar szczególny. Było najcenniejsze bo rzeczywiście kosztowało więcej niż złoto. Dziś złoto staje się najcenniejsze, droższe niż pieniądz, w czasach niepewności ekonomicznej ludzie swoje zabezpieczenie i dorobek gromadzą właśnie złocie. Ale symbol kadzidła w liturgii i spotkaniach modlitewnych pochodzi z czasów, kiedy kadzidło było najcenniejsze. Najdroższe. I to co najcenniejsze i najdroższe palono przed Bogiem, bo to człowiek po to przychodził do Boga do świątyni, by oddać Bogu to co stanowiło prawdziwą ofiarę i skarb. By podzielić się tym co najcenniejsze, bo wszystko kim był i co miał należało do Boga i było od Boga. I dlatego Bóg miał mieć najpiękniej i najlepiej.
Piękne budowano świątynie, palono przed Bogiem drogocenne kadzidła. To był wyraz wdzięczności ale i wyraz zależności od łaskawości Boga. Świątynia to szczególna własność Boga, choć dziś potocznie mówimy, że to nasz kościół i nasza kaplica. To co tu stoi jest jak powie 2 czytanie odbiciem – odblaskiem świątyni niebieskiej. Drugie czytanie wspomina, że Bóg to nie tylko świątynia, mury, ale to co w niej się dokonuje. Ofiara dla Boga. Ale w historii zbawienia tak się stało, że w jednym momencie Bóg złożył ofiarę z siebie i ją przyjął. Jezus najwyższy kapłan złożył taki dar z siebie, największy bo Bóg sam z siebie złożył ofiarę za człowieka a jednocześnie ta ofiara miłości jest jedyną najwspanialszą drogocenną dla Boga Ojca. W naszej rzeczywistości możemy powiedzieć w tym miejscu o wartości i wyjątkowości tej ofiary krzyżowej, którą jest w takim krótkim przełożeniu msza św. w której uczestniczymy. Dlatego podkreślamy wagę i konieczność Mszy św.: uczestniczenia w niej, intencji mszalnych, czyli wezwania łaski i mocy zbawczej ofiary krzyżowej w prośbie i dziękczynieniu składanemu Bogu. Bo to co widzimy to jedno, ale to wszystko wyraża to co Jezus z miłości dla nas uczynił. Wszystkie ludzkie ofiary, dary i modlitewne starania mają skuteczną wartość jedynie w ofierze samego Boga. Bo to co w wymiarze ludzkim takie cenne i ważne, co dajemy, w spojrzeniu Boga nie ma wartości samej w sobie bez miłości i czystej intencji skoro człowiekowi raz żyć a potem sąd Boży i niewiele na tamten świat zapakuje się do trumny czy zmieści do urny. Zawsze troskę o duszę (ducha) stawiał nad ciało i tego co cielesne. Przy okazji w ten listopadowy czas, kiedy mam nadzieję wszyscy modlimy się za zmarłych i sami podejmujemy refleksję nad naszymi wartościami, przemijaniem, śmiercią i tym co po niej warto wrócić w osobistej lekturze do tego czytania, by nie zaśmiecać umysłu błędnymi poglądami czy opiniami: postanowione ludziom raz umrzeć, a potem sąd!! Bóg dał wiele. A człowiek? Kiedyś troszczył się, by Bóg miał jak najpiękniej, bo jest Bogiem. A dziś? Dziś się też troszczy. Dużo mało to ocenia Bóg i nasze sumienie. Ale może potrzebne nam jest dziś to słowo: po coś jest nam dziś dane: Dziś jakże niebezpieczne słowo. Ofiara, dar, podzielenie się, wsparcie, grosz i skarbona. O pieniądzu. O tych co coś dają bo mają bądź nie mają za wiele. I pytanie czy należy, kiedy, ile i po co? Czy trzeba, dlaczego i co się z nim dzieje. Bo zawsze był, jest i będzie tematem drażliwym nawet ten przysłowiowy grosz – pieniądz w Kościele, w świątyni, i jest tak coraz bardziej, zwłaszcza w czasach kas fiskalnych i myślenia w kategoriach konkurencji, zawiści i opłacalności. Wywołują problem nie głosy by kasa fiskalna stała w biurze i kościele, ale słynna Ewangelia i ta scena z wdowim groszem. Jak bardzo ta Ewangelia wykorzystywana do oskarżeń, tłumaczeń i osądów w temacie daru, ofiary. Może się okazać dla wielu wygodna a dla wielu drażliwa. To dobry moment, by w tych czasach, medialnych nagonkach i pomysłach niektórych nad tym tekstem się odważnie pochylić.
Nie zrozumiemy go, gdy nie zobaczymy, po czym ten tekst się znajduje: a znajduje się po przykazaniu miłości: Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą, będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. I tu jest podpowiedź Bożego Słowa. Miłość. Źródłem daru dla Boga i bliźnich jest przede wszystkim miłość, a jak zabiegam o sprawy swoje i siebie się troszczę tak mam kochać bliźniego a Boga całym sobą. Może ideał. Ale kierunek. I dar, ofiara (nie tylko materialna) w życiu czy w świątyni wyraża tę miłość całego mnie, tego kim jestem i co mam do Boga i miłość do bliźniego. Stwarza możliwość okazania miłości czynnej, która jest wsparciem. Dlatego zaczął Jezus od przestrogi, by nie być dwulicowym, nie udawać, że jest się dobrym pobożnym i kochanym ale dla ludzkiego oka, by ludzie widzieli a wewnątrz jest się wyrachowanym, chciwym i wyzyskującym innych nawet w imię pięknych celów. Wyraźne dziś NIE dla samo zachwytu, samouwielbienia i braku miłości w sercu. Ale jakże nam niedaleko do nich, kiedy szukamy okazji i kombinujemy by wyjść na swoje, nie stracić, choć pokazać się jacy jesteśmy dobrzy, że pomagamy, troszczymy się, że to dla czyjegoś dobra i ja nic z tego nie mam, tak bezinteresownie. Jak często dziś ludzie lubią się chwalić tym co dobrego zrobili: podziękowania, reklamy, sponsoring czy taki gest by inni widzieli i chwalili. Że ja aż tyle dobrego zrobiłem.
Nie chodzi, by cofać rękę, te nawet należy zawsze wyciągnąć z miłości i sprawiedliwości jak pokazuje obraz wdów w każdej sytuacji. A my znowu się usprawiedliwiamy, że nie dziś nie teraz nie mogę, nie stać mnie, niech inni. To jest ciekawe, nie patrzymy na sytuację wdów ale na to ile wrzucają. Tak wygodnie, ale nieuczciwie. Nie chodzi we wdowim groszu ILE wrzuca, to skupia zawsze uwagę i burzy serca kamienne, ale z JAKĄ intencją i czy jest to autentycznie DUŻO w stosunku do moich możliwości – wszystko dla mnie! Tu drugie przesłanie. Jedna i druga była w beznadziejnej sytuacji. Wdowa w tamtych czasach to nie ta dzisiejsza wdowa. Gdzie czeka i wie, że coś na pewno wpłynie na konto lub coś przyniesie listonosz. Tamtą wdowę można było porównać do człowieka śpiącego w kartonie pod mostem, gdzie nie wie, czy jutro będzie miał na kromkę chleba. Tam Prorok prosił o wsparcie by oddała ostatni kęs, co za propozycja gorsząca, a w ewangelii wrzuca ostatni grosz. Wszystko co miała. I tą pochwalił. Choć bogaci rzucali wiele, ale z tego co im zbywało, tak wypadało, asekuracyjnie, ona wrzuciła wszystko. Szok. To jakby dziś oddać wszystko, co mam. Wszystko! Czy ktoś tak kocha? Czy ktoś tak ufa? Dlaczego w tłumie Jezus ją zobaczył. Bo zaufała. On wiedział. Oddała Bogu wszystko, wiedząc że Bóg jest dobry i się nią zaopiekuje, tak sprawi, że to co dała wróci do niej z nawiązką. Okazała miłość by miłości doświadczyć. Miała wiarę i wiara jest źródłem prawdziwej ofiary. Że to dla Boga daję i On mi pomoże o wiele więcej. I może tyle dostaję łask ile wedle możliwości ofiaruję sam?
Jak często dziś się usprawiedliwiamy, że nie mamy, mam niewiele, lękamy się o przyszłość. Jakże brak nam wiary. Wolimy się sami zabezpieczyć. Nie ufamy w Opatrzność Bożą. Zasłaniamy brak miłości, zaufania, lęk, chciwość, swoiste wyrachowanie naszym poczuciem ubóstwa, ciągłą biedą – czyli poczuciem braku, bo zawsze można i chce się więcej czy niepewnością jutra. Może właśnie dziś, kiedy tak niepewne czasy potrzebna jest nam ta wdowa, by nie upadać na duchu, wierzyć do końca. A miłość rodzi miłość mawiali święci.
Ofiara to wyraz zaufania, że Bóg mi pomoże, przesłanie I czytania, że nie zginę. Dam siebie, z siebie bo Bóg daje mi więcej. I nie chodziło o te 2 pieniążki 1 grosz czy to dużo czy mało, jest mało niewiele można, jest więcej – więcej można, z nieba nie spada, choć tak niektórzy myślą; inni rzucali przecież więcej ale chodzi o intencje i wiarę tej kobiety która po ludzku dała niewiele ale po Bożemu całe bogactwo bo oddała wszystko co miała. I zaufała Bogu a ufność Bogu to wiara. I jeśli lubimy ten fragment o wdowim groszu to pytanie czy tak jak ona potrafimy pójść w darze i miłości na całość? Uczciwie. Ofiara która kosztuje a nie reszta z tego co zbywa lub nie ale sprawiedliwa do naszych potrzeb i realizowanych pragnień. Kiedy zastanawiamy się ile sobie zostawić, długo walczymy z myślami i przebieramy, by nie stracić, by nie zabrakło a drugi by nie za wiele zyskał, bo spać nie będę, udajemy że szukamy, że zapomnieliśmy, że poradzą sobie, że da kto inny, patrzymy czy podejdzie, może minie i nie muszę dać i kto idzie: dam więcej czy mniej. Kiedyś ofiarować życie znaczyło męczeństwo. Kiedyś ofiarować siebie znaczyło powołanie. Ofiarować czas znaczyło ewangelizować i modlić się. Ofiarować coś znaczyło uczciwie hojnie podzielić się z Bogiem. Dziś kryzys przeżywa słowo ofiara. Bo co mam dać, jak w swoim odczuciu zawsze mam za mało i brakuje i tyle do kupienia i tyle się kupuje. Jak nie uczy się dziś ofiarności i nie ma ducha poświęcenia i ofiary, młody człowiek uważa że mu się należy i to co ma – ma dla siebie, bo to naiwność; tylko funkcjonuje dziś słowo zapłata i roszczenia bo mi się należy. Gdy brak wiary i miłości Kościół staje się kolejnym rodzajem usług gdzie coś mi się należy i za coś niestety (i dlaczego muszę zapłacić). Tu nie chodzi już o Boga, ale brakuje nawet poczucia sprawiedliwości że to z czego korzystam w wymiarze ludzkim kosztuje i dzisiaj księdzu także wystawiany jest wszędzie rachunek i nikt za darmo nic nie daje (poza wyjątkami ale to wynika z przyjaźni i znajomości a nie że ksiądz to nie). Z cudzego nikt dziś nie może dać a ze swojego obecnie chętnie tak nie da, jak ma za dużo stracić.
Chcę zapłacić. Współczesność. Jakby dało się coś kupić. Jakby dało się zapłacić i wycenić śmierć Jezusa, przebaczenie Jezusa, Bożą łaskę?! I okazałoby się często, że ludzkie działanie czy ludzkie wysiłki są o wiele droższe niż Boże działania? Że człowiek to co robi wycenia na więcej niż to co czyni Bóg? Parodia! To co czyni Jezus jest tańsze od usługi przysłowiowego hydraulika?! Pomieszanie pojęć! W miłości i dla miłości z wiarą można  tylko ofiarować. Ofiara to dar zaufania. Myślenie – kupię funkcjonuje tylko bez wiary albo prawdziwej miłości. Bo tu wszystko jest za darmo. A świat wmawia, że wszystko można kupić. A jak kupuję mam czuć że to jest namacalne i dla mnie! Ale ofiara należy się – nie z tego tylko powodu, że, w wymiarze ludzkim z tego korzystam i za to wszystko ktoś i tak musi dziś płacić bo przychodzą rachunki i to jest za słaba motywacja, ale właśnie powinna ludzi motywować miłość do Boga Kościoła i bliźnich, która przełamuje miłość własną: wyrachowanie, egoizm, czy dwulicowość. Poczucie zaufania i daru składanego Bogu samemu w duchu wdzięczności i zależności. Potrzebna jest wiara! A im więcej się kocha, tym więcej człowiek potrafi z siebie ofiarować!
Czy tak każdy myśli?. Ale myśląc o niebie, i to pewne: że śmierć i sąd i to, że w każdej może to być chwili: Najważniejsze, co o Tobie jak składasz ofiarę myśli Jezus?




promujemy