Wolność darem Boga! Jan Paweł II Papież Wolności (28 Ni...

Przeżywamy dzień papieski. Kolejny. Po co? Różne padną odpowiedzi. Pierwsze czytanie przypomina nam, że w życiu człowieka bardzo ważna jest mądrość. Czym jest mądrość. Sztuką takiego życia, że człowiek się spełnia i jest szczęśliwy. Prawdziwie szczęśliwy. I przypominamy sobie tę prawdę wiary, że Bóg jest mądrością. I wie, co jest dla człowieka dobre. Co jest miarą dobra i miłości. Mądrość jest źródłem, podstawą wartości i godności człowieka. I tu odpowiedź na pytanie na początku kazania: Jan Paweł II posiadał tak duże pokłady mądrości, że nieustannie musimy je zgłębiać i odkrywać”. Czynimy to szczególnie poprzez dzień papieski. Przez pamięć, modlitwę, przypominanie nauczania pragniemy tę Bożą mądrość odkrywać. Materialnie wspierać tych, co jej szukają i wedle niej chcą żyć. Ta mądrość jest nam dana w słowie Bożym. Jan Paweł II pomagał ją odkrywać i zrozumieć, jako pasterz, ale filozof i etyk. Dziś po 70 latach od początku wojny i 20 od zrzucenia jarzma komunizmu staje jako świadek i nauczyciel wolności. Jan Paweł II – papież wolności. I choć się ona kojarzy każdemu różnie: starszym z tęsknotą za wolnością polityczną, narodową, obywatelską, młodszym często z wolnością od zasad, wartości i obowiązków posuniętych skrajnie aż do anarchii, papież starał się uczyć nas na czym prawdziwa wolność polega.

Wolność to słowo-klucz do nauki i filozofii Jana Pawła II.  Zdaniem Jana Pawła II wolność człowieka trzeba rozpatrywać w świetle relacji z Bogiem i bliźnimi. Jest to bowiem „wielki dar Stwórcy, jako że ma służyć osobie i jej spełnieniu, które dokonuje się przez dar z siebie i otwarcie się na drugiego człowieka”. Wolna wola jest więc nie tylko przywilejem, który człowiek jako istota rozumna otrzymał od Boga, ale trudnym zadaniem, które chrześcijanin ma realizować w swoim życiu. Ci, którzy w dążeniu do wolności absolutnej pragną zerwać z wszelką tradycją i autorytetem, wypaczają jej znaczenie. W takiej sytuacji „człowiek nie przyjmuje już prawdy o dobru i złu jako jedynego i niepodważalnego punktu odniesienia dla swoich decyzji, ale kieruje się wyłącznie swoją subiektywną i zmienną opinią lub po prostu swym egoistycznym interesem i kaprysem”. „Wolność nie tylko towarzyszy wierze – jest jej nieodzownym warunkiem. Więcej, to właśnie wiara pozwala każdemu jak najlepiej wyrazić swoją wolność. Innymi słowy, wolność nie wyraża się w dokonywaniu wyborów przeciw Bogu”.

To prawda, ład wolności buduje się w trudzie. Prawdziwa wolność zawsze kosztuje! Każdy z nas musi ciągle od nowa ten trud podejmować. I tu rodzi się następne pytanie: Czy człowiek może ów ład wolności zbudować sam, bez Chrystusa czy nawet wbrew Chrystusowi? Pytanie niezwykle dramatyczne, ale jakże aktualne w kontekście społecznym przesyconym koncepcjami demokracji inspirowanej ideologią liberalną! Usiłuje się bowiem dzisiaj wmówić człowiekowi i całym społeczeństwom, iż Bóg jest przeszkodą na drodze do pełnej wolności, że Kościół jest wrogiem wolności, że wolności nie rozumie, że się jej lęka. Jest tutaj jakieś niesłychane pomylenie pojęć. Kościół bowiem nie przestaje być w świecie głosicielem ewangelii wolności! To jest jego misja. "Ku wolności wyswobodził nas Chrystus"! Dlatego chrześcijanin nie lęka się wolności, przed wolnością nie ucieka! Podejmuje ją w sposób twórczy i odpowiedzialny, jako zadanie swojego życia. Bo wolność nam dana jest przez Boga, jest nam nie tylko przez Boga dana, jest nam także zadana! Ona jest naszym powołaniem: "Wy, bracia - pisze Apostoł - powołani zostaliście do wolności".
Do wolności „trzeba wychowywać, gdyż inaczej wolność może się przerodzić w swawolę, w niewolę pychy i egoizmu”. Na przeciwległym biegunie wolności jest Zniewolenie. Różne są zniewolenia, przed którymi przestrzegał papież. Wy zatem, bracia, powołani zostaliście do wolności (Ga 5,13). Te słowa wprowadzają nas w pasjonujący, ale równocześnie niezmiernie trudny świat ludzkiej wolności. Bóg stworzył człowieka wolnym. Powierzył mu dar wolności.

W darze tym zawarty jest znak szczególnego zaufania i miłości ze strony Boga. Wolność stała się miarą wielkości człowieka wśród stworzeń, jego powołaniem, równocześnie przyczyną jego dramatu. Człowiek bowiem przez grzech nadużył tego daru. Skierował swą wolność przeciwko Bogu, a w konsekwencji przeciwko sobie. Zapomniał, że to właśnie Bóg, Jego wola, Jego przykazania są ostateczną gwarancją wolności. Stał się w ten sposób niewolnikiem grzechu. Wszystkie inne niewole człowieka mają charakter wtórny względem tego zniewolenia podstawowego, jakim jest grzech. I oto Bóg posyła swego Syna Jednorodzonego, by człowieka zniewolonego grzechem wyzwolił. Ku wolności wyswobodził was Chrystus. Wy zatem, bracia, powołani zostaliście do wolności. Wolność jawi się jako dar i jako powołanie – a dzisiaj często także jako wyzwanie. Spór o ludzką wolność, o jej kształt, nabrał w naszych czasach szczególnie dramatycznego charakteru. Dzisiaj bronić człowieka, znaczy bronić autentycznego rozumienia jego wolności – rozumienia ewangelicznego. Apostoł ostrzega: Tylko nie bierzcie tej wolności jako zachęty do hołdowania ciału. Poszerzył się bowiem dzisiaj niezmiernie zakres nadużyć wolności, co prowadzi do nowych form zniewolenia – tym niebezpieczniejszych, że ukrytych pod pozorami wolności. Oto paradoks, oto głęboki dramat naszych czasów: w imię wolności – zniewolenie. Jaka jest więc droga wyjścia? Jak dzisiaj obronić dar wolności? Jak we współczesnym świecie być naprawdę wolnym – tą wolnością, którą ofiarował nam Chrystus? Miłością ożywieni służcie sobie wzajemnie!. Oto droga do prawdziwej wolności: postawa służby i miłość wzajemna. Człowiek w pełni odnajduje siebie jako istota wolna tylko poprzez bezinteresowny dar z siebie samego dla Boga i dla swego współbrata. Jak bardzo ta lekcja wolności potrzebna jest dzisiaj nam Polakom, kiedy Ojczyzna po długim okresie totalitarnego zniewolenia odzyskała wolność. Jawi się bowiem na horyzoncie może widmo „złotej wolności” w zmienionych czasach, w każdym razie wolności, która nie buduje, lecz niszczy. Słowa św. Pawła: A jeśli u was jeden drugiego kąsa i pożera, baczcie, byście się wzajemnie nie zjedli (Ga 5,15). Smutne skojarzenia budzą w nas słowa Apostoła w dzisiejszych czasach. Nie tak buduje się prawdziwą wolność! Jest tylko jedna droga: miłością ożywieni służcie sobie wzajemnie! Bo całe Prawo wypełnia się w tym jednym nakazie: Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego. Oto podstawowe prawo wolności. Wolni – aby miłować. Wolni – aby służyć. Czy te słowa Jana Pawła II straciły na aktualności. Ta mądrość to co się dziś dzieje z nami to wszystko przewidziała, ta odczytana mądrość Boża przekazana w nauczaniu Jana Pawła II wiedziała, w jakim kierunku najczęściej pójdą zagubione ludzkie serca. To widać właśnie dzisiaj w Ewangelii. Na różne sposoby czasem się ją interpretuje, może często pod siebie, dla własnego usprawiedliwienia, ale pomaga dziwne oskarżenia kierować względem bliźnich, którzy nas drażnią tym, że więcej posiadają, błędna wnioski poparte zawiścią i zazdrością rodzą myśl, że ten czy tamten nie są tacy piękni przed Bogiem jak my, którzy uważamy że mamy niewiele, bo mniej. Często wyciąga się błędne wnioski, bo zostaje w myśli, że młodzieniec nie chciał sprzedać  majątku, a więc uważa się często, że ten co ma nie może być dobrym chrześcijaninem. Bo bogatego Bóg nie lubi i namawia, by się wszystkiego pozbył. Zwłaszcza, gdy ktoś coś posiada (nigdy nie ja) wtedy uważa się to za przeszkodę do zbawienia i przeszkodę w jedności, zgodzie i poczuciu sprawiedliwości. Ale czy chodzi o czyjeś dobro czy moje uczucia? Ale dzisiejsza Ewangelia dotyczy nie to czy i jak posiadać, ale dotyka właśnie tematu wolności. Bóg wie, jakie jest nasze serce. Co jest potrzebne, co ważne a co najważniejsze. I nie pyta się co mam i ile mam (o to pytają się zawistni i zazdrośni bliźni) , ale pyta się jak mam. Czy to co mam nie przeszkadza mi w pójściu za Jezusem. Fizycznie, duchowo, psychicznie. Czy jeśli coś mam, o coś zabiegam czy w moim życiu nie staje się to najważniejsze? Pochłaniając siły dla Boga (modlitwa, eucharystia) i bliźnich (nie usprawiedliwiając się tylko, że pieniądz jest najważniejszy, przecież to dla was rodzino). No właśnie. Majętność, chęć posiadania, pomnażania tego co mam (bo zawsze będzie mało) troska i lęk, by czegoś nie utracić często blokuje i zamyka ludzkie serce na Boga i bliźnich (z którymi Bóg się utożsamia). I mierzenie szczęścia, nawet łaski stanem tego co mam. Zabrana niedziela, bo czasu mało… Odstąpienie od zasad moralności, by nie stracić… czy naprawdę nie wiesz, o czym mówię? I to jest naprawdę tematem Ewangelii: brak wolności nie pozwala iść uczciwie za Jezusem, tu chęć utrzymania posiadania stała się poważnym zagrożeniem dla wolności wiary, zniewoleniem. Materialność, dobra posiadanie zniewalają, uzależniają, czynią się panem ludzkiego serca. Tragedia młodzieńca nie polega na tym, że był on bogaty. Ale na tym, że chciał wszystko uczynić, by być blisko Boga, a Bóg zażądał tego, co wiedział, że bardzo kocha. Właściwie to była próba: naprawdę szukasz Boga? Mesjasza. Czy ON JEST NAPRAWDĘ NAJWAŻNIEJSZY, W MIŁOŚCI NA PIERWSZYM MIEJSCU? idź, sprzedaj wszystko (co niby jest mniej ważne ode Mnie i Mojej sprawy) a potem CHODŹ ZA MNĄ! Nie miał sprzedać i zostać na lodzie (to nie taki styl, o który w bliźnich się dopominamy a sami nie jesteśmy naiwni) ale sprzedać, by pójść wolnym i nie myśleć o tym, co zostało. My nie mamy sprzedawać, bo dzisiaj nikt nic nam jutro za darmo nie da i rachunków nie zapłaci i kanapki jutro nie zrobi. Chodzi o to, by być wolnym, by dla pieniędzy, zachłanności nie poświęcać Jezusa. By dla tego świata i jego propozycji nie odejść. I nie w imię wolności nie odejść, jak sądzą niektórzy, już duchowo zasmuceni, ale w imię zniewolenia się nie zatracić i z Jezusa nie zrezygnować. Ale jak dziś materializm zniewala. Staje się nie środkiem a celem szczęścia. Ilu zniewolonych gonitwą, sparaliżowanych chęcią zachowania tego co mają. Nie mam czasu Boże. Niedziela, muszę jednak popracować, jeszcze dorobić. Taka praca. Im więcej mają, tym bardziej sobie ufają i Boga nie potrzebują. Bo zabiera czas i prosi, by z tego bogactwa skorzystali też inni w imię miłości. To może dlatego, mimo, że wielu lepiej tylu zagubionych, smutnych i odchodzących, bo nie potrafią w wolności wybrać Boga i tego co proponuje. Myślą, że są porządni, jak ten młodzieniec i to im wystarczy, ale na całość nie potrafią w wierze pójść, coś jednak wydaje się im  w tym życiu ważniejsze. Tak jak człowiek z Ewangelii szukając Boga nie mógł jednak w pełni za nim pójść, tak i dziś. Niby ludzie wolni, ale jednak jak często zniewoleni i smutni dziś ci ludzie. Z poczuciem leku i straty i Bożej niesprawiedliwości. I usprawiedliwiamy się, że nie jesteśmy majętni, bo zawsze znajdą się ci, co mają więcej i lepiej, ale o to chodziło Jezusowi. Bóg wie, co dla człowieka jest ważne, i czasem nas próbuje, czy naprawdę jest najważniejszy, gdy mamy dla Niego zostawić coś co jest ważne, ale nie może stać przed Nim. A tę próbę przechodzą nieliczni. Bo często postawa młodzieńca, to nasza postawa, Boże zostaw moje życie, niech nic mi się nie stanie złego, błogosław mi tak jak jest, ale często odejście to nie kwestia wyboru, ale okazji. Sprawa Jezusa się mi nie opłaca. I wtedy często Jezus przegrywa jak w Ewangelii.
My możemy sobie postawić 2 pytania: czy kierujemy się w życiu Bożą mądrością? i czy prawdziwie dla Boga jesteśmy wolni?





promujemy

polecamy

co jeszcze polecamy?

szczególnie dziękujemy

nasi wszyscy dobrodzieje ;)